Nie wiedziałam co się dzieje. Wszędzie była gęsta mgła. W oddali usłyszałam krzyk Lesti. Zaczęłam nawoływać:
-LESTI! LADY! CHAM! AYA!-Nikt nie odpowiadał. Parę sekund potem,mgła opadła. Wokół mnie nikogo nie było. Wołałam i wołałam. Biegłam przez cały las. Nikogo nie było. Nagle,zorientowałam się,że wybiegłam daleko,bardzo daleko poza tereny watahy. Na pustkowie wiary. Jego nazwa słynęła z przeciwieństwa,które się tu dzieje. Tutaj nie można ufać nikomu. W oddali usłyszałam rozpaczliwe wołanie Lesty o pomoc. Pobiegłam w tamtą stronę. Stała tam Lesty i kuzynostwo.
-Co się stało? Co tu robicie?-Zapytałam.
-Poszliśmy tutaj,by ci coś pokazać...-Byli dziwni. Lesty mówiła dość głośno,a rodzinka była zamroczona.
-Nie jesteście moją rodziną.-Powiedziałam i wzbiłam się w powietrze. Nagle,w oddali zobaczyłam podejrzanego wilka.
Po chwili zwierz zniknął. Zleciałam na ziemię. Był to wielki kanion. Szukałam jakiegokolwiek znaku życia. Jaskini,dziury,czegokolwiek. Nim je znalazłam,minęła godzina. Wbiegłam do nory i usłyszałam przeraźliwy śmiech. Ciarki przeszły mnie po plecach. Ruszyłam na przód. Przeraziłam się tego,co zobaczyłam. Ku moim oczom ukazał się straszliwy widok. Lesty leżała na środku pokoju plecami do mnie. Rodzinka cioci siedziała osobno w klatkach,a sama ciocia była przywiązana do ściany za łapy. Wilk coś mówił,ale nie słyszałam tego zbyt dobrze. Po chwili znów się roześmiał i powiedział głośniej.
-Teraz patrz rodzinko jak szpecę waszego krewniaka. Co by tu najpierw? A,już wiem. Wyłamię jej zęby i wyrwę język.-Chwycił Lesti za pysk. Zaczęłam biec w jego stronę krzycząc,żeby ją zostawił. Puścił ją. Jej głowa upadła bezwładnie na ziemię. Skoczyłam na niego,ale zamiast wilka unosiła się ciemna mgła.
-Jeszcze się zobaczymy-Szepnął i zniknął. Podbiegłam do Lesti. Kolejny szok. Miała białe oczy. Była ślepa. Zakryłam łapami usta. Z oczu popłynęły mi łzy. Położyłam uszy i stałam tak chwilę w bezruchu. Po policzku spływał mi potok łez. Chwilę załamania przerwała mi ciotka z rodziną.
-W-wypuścisz nas?-Otarłam łzy i podbiegłam do klatek. Pootwierałam je i wzięłam siostrę
na plecy. Jej pysk zwisał tuż przy moich oczach i cały czas widziałam jej śnięte,zamglone oczy. Starałam się nie płakać,ale w końcu nie wytrzymałam. Doleciałam do jej jaskini i położyłam ją na jej łóżku obok chorych zwierzątek. Wszystkie czy chore,czy niepełnosprawne otoczyły ją i przytulały się. Niektórym nawet spływały malutkie łezki. Wiedziały co się stało. Znów otarłam swoje łzy i położyłam się przy siostrze. Goście nie wiedzieli co robić. Powiedzieli więc,że idą na spacer i tak też uczynili. Niedługo potem,Lesti się ruszyła. Otworzyła oczy i zapytała:
-G-gdzie ja jestem?
-W swojej jaskini.
-S-Strasznie tu ciemno...boję się...-Wyszukała łapą moją głowę i przytuliła mnie.-Dlaczego wokoło jest tak strasznie ciemno? Dzisiaj jest nów?-Łzy znów napłynęły mi do oczu.
-N-nie...jest dzień...
-Dlaczego jest tu tak ciemno?-Powtórzyła pytanie.
-B-bo...Lesti..posłuchaj...ty...t-twoje oczy...t...ty....-Przerwała mi
-Jestem ślepa?-Zapytała.
-T-tak.-Spuściła łeb i zamknęła oczy.
-Chciałabym płakać,ale nie mogę...-Przez resztę dnia leżałyśmy w ciszy. Chyba zasnęłyśmy,bo obudziłam się dopiero rankiem. Ciocia i jej rodzina jeszcze spali.
<Co dalej?>
Oliwia,tylko nie ma na razie wyprawy po lek na jej oczy ani jakiejś magii.
wtorek, 13 maja 2014
Od Lesti CD Restiego
Poczułam jak się rumienię i odskoczyłam od Restiego.
-J-j-ja-aaa...-Byłam cała czerwona.
-Co się stało?
-P-przepraszam!-Krzyknęłam i uciekłam. Kochałam go ale tak okazywać uczucia...i to przy dziewczynach...to dla mnie zbyt dużo. Przynajmniej na razie. Biegłam i biegłam,aż wpadłam do wieeelkiego dołu. Było tam pełno błota. Próbowałam się wydostać wspinaczką. Próbowałam wylecieć,ale albo tak źle latałam,albo ta maź mnie blokowała. Znalazłam małą norkę w jednej ze ścian dołu. W oddali usłyszałam nawoływanie Restiego. Już chciałam mu odpowiedzieć,kiedy się poślizgnęłam i wpadłam głębiej w dół. Ech. Jeszcze niżej,a chciałam WYŻEJ! Co poradzić? Zjeżdżałam i zjeżdżałam po śliskim i lepkim błocie,aż w końcu dotarłam do dziwnego pokoju z kilkoma drzwiami."Co ja Alicja w krainie wilków?"-Pomyślałam.-"A gdzie królik?"- Wykopałam jedne z drzwi i przecisnęłam się przez nie. Drogą,którą tu dotarłam nie mogłam się dostać na górę. Za drzwiami istniała przepiękna kraina. Pełno przedziwnych stworzeń.
Kiedy oglądałam te przedziwne stworzenia,ku moim oczom ukazała się piękna droga.
Poszłam dróżką i oglądałam jak przepiękne wróżki dekorują równie piękne kwiaty i rośliny. Poszłam dalej. Doszłam do wielkiej dziury,która chyba prowadziła w górę. Podobała mi się ta kraina,ale chciałam już wracać do domu. Weszłam do dziury i pokonałam kilka dołów,pajęczyn i gniazd pająków,korzeni blokujących drogę i wydostałam się na powierzchnię...chyba.
-Ostatnio widzisz dużo pięknych krain-Powiedziałam do siebie próbując wydostać zad z ciasno złożonych korzeni. Obejrzałam okolicę. Znałam to miejsce. Zapamiętałam dokładnie drogę i drzewo i skierowałam się w stronę jaskini. Po drodze spotkałam białego kota. A mianowicie lwicę.
-Wybacz.-Powiedziała podnosząc mnie z ziemi. Obie w kilka chwil pozbierałyśmy się z upadku. Kocica wpadła na mnie.
-Nic nie szkodzi.-Powiedziałam swoim jak zawsze cichym głosem.
-Jestem Lo. Zdrobnienie od Lisanny. Niepodobne,ale wolę kiedy mówi się do mnie Lo. A ty?
-Jestem Lesti. Gdzie ci tak spieszno?
-Euh,gonią mnie złe zwierzęta. Nie mam dużo czasu. Wybacz,ale lecę-Powiedziała spłoszona odgłosami pościgu.
-Poczekaj,znam dobrą kryjówkę.
-Gdzie?
-W mojej jaskini.
-Nie. Doprowadzisz ich do swojego domu i zniszczą ci go i zaatakują cię.
-W takim razie chodź za mną.-Wpadłam na pomysł,gdzie ukryć Lo. Chwilę się opierała myśląc,że chcę dalej ją doprowadzić do jaskini,ale później pobiegła za mną. Pędziłyśmy ile sił w łapach. W końcu dotarłyśmy do mokradeł.
-Ufasz mi?-Zapytałam.
-Tak.-Popchnęłam ją do wody krzycząc "Obiad!" i pobiegłam na drugi brzeg "jeziora" ona wynurzyła się spanikowana. Słyszała,co wykrzyknęłam.-OBIAD?! Chcesz mnie rzucić na pożarcie krokodylowi albo czemu innemu?-Machała spanikowana łapami płynąc do brzegu. Po chwili coś ją połknęło,a ja wskoczyłam za tym. Był to ogromny krokodyl. Pogłaskałam go po grzbiecie i popłynęłam obok niego. Dopłynęliśmy do podwodnej jaskini. Krokodyl wypluł Lo. Oddychała głośno i krzyczała na mnie.
-Nie jestem obiadem!
-Obiad,to imię tego krokodyla...-powiedziałam cicho.
-O...s-serio?...P-przepraszam. Gdzie jesteśmy?
-W podwodnej jaskini. Lubię tu przychodzić by pomyśleć. Tylko ja znam to miejsce. Pomijając zwierzęta. Tylko proszę...nie mówi innym o tym miejscu.
-Dobrze.
Po jakimś czasie wyszłyśmy z mojej kryjówki i poszłyśmy do mojej jaskini,w której czekał na mnie Resti.
<Co dalej?>
-J-j-ja-aaa...-Byłam cała czerwona.
-Co się stało?
-P-przepraszam!-Krzyknęłam i uciekłam. Kochałam go ale tak okazywać uczucia...i to przy dziewczynach...to dla mnie zbyt dużo. Przynajmniej na razie. Biegłam i biegłam,aż wpadłam do wieeelkiego dołu. Było tam pełno błota. Próbowałam się wydostać wspinaczką. Próbowałam wylecieć,ale albo tak źle latałam,albo ta maź mnie blokowała. Znalazłam małą norkę w jednej ze ścian dołu. W oddali usłyszałam nawoływanie Restiego. Już chciałam mu odpowiedzieć,kiedy się poślizgnęłam i wpadłam głębiej w dół. Ech. Jeszcze niżej,a chciałam WYŻEJ! Co poradzić? Zjeżdżałam i zjeżdżałam po śliskim i lepkim błocie,aż w końcu dotarłam do dziwnego pokoju z kilkoma drzwiami."Co ja Alicja w krainie wilków?"-Pomyślałam.-"A gdzie królik?"- Wykopałam jedne z drzwi i przecisnęłam się przez nie. Drogą,którą tu dotarłam nie mogłam się dostać na górę. Za drzwiami istniała przepiękna kraina. Pełno przedziwnych stworzeń.
Kiedy oglądałam te przedziwne stworzenia,ku moim oczom ukazała się piękna droga.
Poszłam dróżką i oglądałam jak przepiękne wróżki dekorują równie piękne kwiaty i rośliny. Poszłam dalej. Doszłam do wielkiej dziury,która chyba prowadziła w górę. Podobała mi się ta kraina,ale chciałam już wracać do domu. Weszłam do dziury i pokonałam kilka dołów,pajęczyn i gniazd pająków,korzeni blokujących drogę i wydostałam się na powierzchnię...chyba.
-Ostatnio widzisz dużo pięknych krain-Powiedziałam do siebie próbując wydostać zad z ciasno złożonych korzeni. Obejrzałam okolicę. Znałam to miejsce. Zapamiętałam dokładnie drogę i drzewo i skierowałam się w stronę jaskini. Po drodze spotkałam białego kota. A mianowicie lwicę.
-Wybacz.-Powiedziała podnosząc mnie z ziemi. Obie w kilka chwil pozbierałyśmy się z upadku. Kocica wpadła na mnie.
-Nic nie szkodzi.-Powiedziałam swoim jak zawsze cichym głosem.
-Jestem Lo. Zdrobnienie od Lisanny. Niepodobne,ale wolę kiedy mówi się do mnie Lo. A ty?
-Jestem Lesti. Gdzie ci tak spieszno?
-Euh,gonią mnie złe zwierzęta. Nie mam dużo czasu. Wybacz,ale lecę-Powiedziała spłoszona odgłosami pościgu.
-Poczekaj,znam dobrą kryjówkę.
-Gdzie?
-W mojej jaskini.
-Nie. Doprowadzisz ich do swojego domu i zniszczą ci go i zaatakują cię.
-W takim razie chodź za mną.-Wpadłam na pomysł,gdzie ukryć Lo. Chwilę się opierała myśląc,że chcę dalej ją doprowadzić do jaskini,ale później pobiegła za mną. Pędziłyśmy ile sił w łapach. W końcu dotarłyśmy do mokradeł.
-Ufasz mi?-Zapytałam.
-Tak.-Popchnęłam ją do wody krzycząc "Obiad!" i pobiegłam na drugi brzeg "jeziora" ona wynurzyła się spanikowana. Słyszała,co wykrzyknęłam.-OBIAD?! Chcesz mnie rzucić na pożarcie krokodylowi albo czemu innemu?-Machała spanikowana łapami płynąc do brzegu. Po chwili coś ją połknęło,a ja wskoczyłam za tym. Był to ogromny krokodyl. Pogłaskałam go po grzbiecie i popłynęłam obok niego. Dopłynęliśmy do podwodnej jaskini. Krokodyl wypluł Lo. Oddychała głośno i krzyczała na mnie.
-Nie jestem obiadem!
-Obiad,to imię tego krokodyla...-powiedziałam cicho.
-O...s-serio?...P-przepraszam. Gdzie jesteśmy?
-W podwodnej jaskini. Lubię tu przychodzić by pomyśleć. Tylko ja znam to miejsce. Pomijając zwierzęta. Tylko proszę...nie mówi innym o tym miejscu.
-Dobrze.
Po jakimś czasie wyszłyśmy z mojej kryjówki i poszłyśmy do mojej jaskini,w której czekał na mnie Resti.
<Co dalej?>
poniedziałek, 12 maja 2014
Od Aya Do Lady , Ro
Gdy kuzynka wypusiciła już wszystkie zwierzęta przybiegła do nas inna wilczyca była ona rużowa i naprawde dziwna ...
- HEJ !!!!!!!!!! Wszystkim!!!! - krzykneła.
- Cześć ?! powiedziałam z resztą rodziny ale ona normalnie się przywitała <rodzinka>.
- Hej ty pewnie jesteś moją kuzynką ? Prawda myślę że się polubimy. -powiedziała do mnie.
- Eeee ... - powiedziałam
- Ah zapomniałam przedstwawić to jest moja siostra Lady może się zapoznacie a ja pójdę z ciocią i Cham na cherbatkę ? - spytała Lesti .
- Eee....
-Świetnie chocimy - powiedziała Lesti otchodząc i zostawiając mnie z Lady .
- Mmmm .... widzę ,że masz ochroniaża mrrrr.
- GRRRR !!!! Sapdaj !!!! - krzyknełam na dziwną Brabi.
- Spokojnie kotku . -powiedział Faier by mnie ostudzić .
- Słotki jesteś ale ... tak między nami nie pasujesz do niej pasujesz do mnie .... hahhaha !!!- powiedziała mmu na ucho. W tym momęcie się na nią żuciłam zamieniłam się w demona takiego jakim był mój tata :
- Odczep się bo ci te włoski powyrywam !! -po chwili ledy zamoniła się w potwora słyszałam tylko w oddali krzyk matki i Feira oraz Nialla płaczącego po chwili był dym i pojawiło się piekło .
< Co to było Ro ? >
Czy Lady skrywa jakąś tajemnicę Ro co o tym sądzisz ?
Niall i ja :
Ostatni widok Lady :
- HEJ !!!!!!!!!! Wszystkim!!!! - krzykneła.
- Cześć ?! powiedziałam z resztą rodziny ale ona normalnie się przywitała <rodzinka>.
- Hej ty pewnie jesteś moją kuzynką ? Prawda myślę że się polubimy. -powiedziała do mnie.
- Eeee ... - powiedziałam
- Ah zapomniałam przedstwawić to jest moja siostra Lady może się zapoznacie a ja pójdę z ciocią i Cham na cherbatkę ? - spytała Lesti .
- Eee....
-Świetnie chocimy - powiedziała Lesti otchodząc i zostawiając mnie z Lady .
- Mmmm .... widzę ,że masz ochroniaża mrrrr.
- GRRRR !!!! Sapdaj !!!! - krzyknełam na dziwną Brabi.
- Spokojnie kotku . -powiedział Faier by mnie ostudzić .
- Słotki jesteś ale ... tak między nami nie pasujesz do niej pasujesz do mnie .... hahhaha !!!- powiedziała mmu na ucho. W tym momęcie się na nią żuciłam zamieniłam się w demona takiego jakim był mój tata :
- Odczep się bo ci te włoski powyrywam !! -po chwili ledy zamoniła się w potwora słyszałam tylko w oddali krzyk matki i Feira oraz Nialla płaczącego po chwili był dym i pojawiło się piekło .
< Co to było Ro ? >
Czy Lady skrywa jakąś tajemnicę Ro co o tym sądzisz ?
Niall i ja :
Ostatni widok Lady :
Od Ro CD Ifus
-Wybaczcie-Powiedziałam.-Co tutaj robicie?
-W naszym świecie rozpętała się wojna i postanowiliśmy pójść do waszej watahy,bo to jedyne bezpieczne miejsce.którego nie dotknęła wojna,jakie znam.
-Hmmm....jasne,chodźcie. Pokażę wam jaskinię w której przenocujecie,a później możecie znaleźć własną. Zaprowadzę was.-Po tych słowach zaczęłam iść w kierunku najbliższej i największej dotąd znanej mi jaskini położonej na naszym terenie. *Podczas drogi*
-Dzisiaj przenocujecie u mojej siostry,Lesti. Nie będzie miała nic przeciwko.
-N-na pewno? Nie jest miłym wpraszać się do kogoś.-Powiedziała Cham.
-Spoko,to moja siostra więc wiecie...poza tym mam kilka sposobów,które wykorzystuję kiedy chcę ją do czegoś namówić-Mrugnęłam do nich lewym okiem i uśmiechnęłam się pokazując zęby.
-Nauczysz mnie? Czasem przyda się to na ciocię-Zaśmiał się szczeniaczek.
-Cham!-Syknęła karcąco Ifus,a on uśmiechnął się jak niewiniątko. W końcu doszliśmy. Weszliśmy powoli do domu mojej siostry. Zatrzymałam gości kilka metrów od wejścia i zawołałam:
-Leeeestiiiiii mamy goooościiii...chyba jej nie ma-zwróciłam się do towarzyszy.
-Rozgośćcie się. Ona pewnie niedługo wróci. Aha i nie meczcie jej zwierząt,kilka jest ciężko rannych.
-Ona leczy zwierzęta? SUPER!-Krzyknął szczeniaczek.
-Poczekajcie chwilkę. Polecę jej poszukać i nie krzyczcie zbyt głośno ze względu na podopiecznych Lesti.-Powiedziałam i poleciałam. Leciałam ponad lasem i wyglądałam Lesti. Nawoływałam i szukałam,ale jej nie było. Kiedy dotarłam do łąki,zobaczyłam moją siostrzyczkę zbierającą kwiaty z wiankiem na głowie. Na plecach zwisały jej kosze wiklinowe z obu stron wypełnione po brzegi kwiatami. Domyślam się,że kosze zrobiła sama. Zleciałam do niej i powiedziała:
-Cześć. Co robisz?
-J-ja zbieram kwiaty. Będę robić wianki dla moich zwierzątek. Słyszałam,że jeśli są weselsze,szybciej wracają do zdrowia i może starczy też kwiatków na koszyk,albo miskę.-Zaśmiała się.
-To fajnie,ale mamy gości. Przenocują u ciebie.
-A-ale jak to?-Zapytała wystraszona. Nie najlepiej radziła sobie w towarzystwie obcych,a zwłaszcza takich,którzy mają u niej nocować.-Kto to?
-Ciocia Ifus z rodziną. Znasz ich?
-Ufff.-Odetchnęła z ulgą-Tak. Pamiętam jak nas odwiedzały jak byłyśmy jeszcze malutkie. Ty lubiłaś gdzieś znikać,więc mało kiedy ich widziałaś.-Na jej pysku pojawił się uśmiech. Zerwała jeszcze jednego kwiatka i włożyła go sobie za ucho. Nucąc coś pod nosem zaczęła kierować się w stronę swojej jaskini. Nie był to najszybszy chód,więc zaproponowałam.
-Może polecisz?
-Hmm nie mam jeszcze pokrywek do koszyków i wszystkie kwiatki mogą wylecieć.
-To chociaż przyśpiesz.-Po tych słowach Lesti przyśpieszyła kroku,ale nie biegła. Poszłam za nią.
-Pójdę przodem i powiem im,że już idziesz. Muszę ich przypilnować.
-Dobrze.-Pobiegłam. Kiedy byłam na miejscu,ku moim oczom ukazał się nie najlepszy widok. Cham goniła jednego z króliczków ze złamaną nogą,który należał do Lesty,a Ifus próbowała go złapać. Przez ich bieganinę reszta zwierząt się spłoszyła i zaczęła biegać po całej jaskini.
-To będzie trudna noc dla Lesti-Powiedziałam do siebie i krzyknęłam do nich.
-Stop! Co robicie? Straszycie je! Cham,przestać gonić tego królika!-Cham natychmiast stanęła,a przez to Ifus na nią wpadła i się przewróciła. Reszta rodzinki stała i patrzyła.
-Ech,trzeba coś z tym zrobić,zanim przyjdzie Lesti. Będzie jej smutno! A jak jest jej smutno,płacze.-Wskazałam na biegające zwierzęta. Wokół nas latało pełno piór a dookoła słychać było piski i krzyki spłoszonych zwierząt. Próbowaliśmy je prosić,żeby wróciły na miejsce i uspokoić,łapać i zwabić,ale nic nie pomagało. Wtedy w wejściu stanęła Lesti. Była przerażona tym,co zastała w jaskini.
-Ups. Pewnie nas teraz wyrzuci.-Szczeniak szepnęła do siostry.
-I to przez ciebie-Syknęła. Ale Lesti nie kazała im się wynosić. Weszła do jaskini i zawołała swoim cichym głosikiem,więc trudno było to nazwać wołaniem.
-Hej,chodźcie do mnie. No już,spokojnie.-Mówiła do zwierząt. Zatrzymały się i zaczęły podchodzić do wilczycy.-Nie bójcie się ich. Chcieli się pobawić. No już,chodźcie do łóżek,bo wam się pogorszy. Chodźcie kochani.-Szeptała i prowadziła swoich podopiecznych do gniazd i łóżek. Ciotce i jej rodzinie opadła szczęka,a zwłaszcza Cham. Od tego czasu podziwiali ją,jak bardzo umie się obchodzić ze zwierzętami,ale to już inna bajka. Kiedy wszystkie zwierzęta były na miejscach zwróciła się do gości.
-Witajcie. Miło mi was znowu widzieć. Co was tu sprowadza?-Powiedziała do rodziny. Byli zdziwieni,bo oczekiwali jakiejś nagany,czy czegoś.
-Przepraszamy za najście i...za to,co się przed chwilą stało.-Powiedzieli,a zwłaszcza Cham.-W naszym świecie wybuchła wojna i przyszliśmy prosić o schronienie.
-Och,to straszne. Współczuję wam. Czujcie się u mnie jak u siebie i zostańcie ile chcecie,ale Cham,proszę nie goń więcej tych zwierzątek.
-D-dobrze. Przepraszam.
-Nic się nie stało. Wybaczyły ci,prawda?-Zwróciła się do zwierząt. Pokiwały twierdząco głowami.
-Trafiliście w idealny dzień,bo jutro kilka zwierząt będzie wypuszczanych na wolność. To taka piękna chwila...
-SUPER!-Zawołał szczeniak.
*Następnego dnia.*
Kiedy wszyscy się obudzili i zjedli,Lesty poprosiła,żeby wyszli na dwór i obserwowali. Poszła po żurawia,który miał złamane skrzydło i białego gołębia bez górnej szczęki. Wyniosła oba ptaki i najpierw puściła gołębia,a później zdjęła opatrunek żurawiowi i również puściła go na wolność.Goście stali zachwyceni i patrzyli jak szczęśliwe ptaki odlatują w dal. Na szyjach oczywiście miały naszyjniki z kwiatów,które Lest wczoraj robiła do późnej nocy. Założyła je każdemu zwierzęciu i zrobiła jeszcze ze słomy,którą też zebrała pokrywki na kosze,oraz z pozostałości kwiatów naszyjnik i sobie. Wyglądała pięknie w naszyjniku i wianku z kwiatów.
<Co dalej rodzinko?>
-W naszym świecie rozpętała się wojna i postanowiliśmy pójść do waszej watahy,bo to jedyne bezpieczne miejsce.którego nie dotknęła wojna,jakie znam.
-Hmmm....jasne,chodźcie. Pokażę wam jaskinię w której przenocujecie,a później możecie znaleźć własną. Zaprowadzę was.-Po tych słowach zaczęłam iść w kierunku najbliższej i największej dotąd znanej mi jaskini położonej na naszym terenie. *Podczas drogi*
-Dzisiaj przenocujecie u mojej siostry,Lesti. Nie będzie miała nic przeciwko.
-N-na pewno? Nie jest miłym wpraszać się do kogoś.-Powiedziała Cham.
-Spoko,to moja siostra więc wiecie...poza tym mam kilka sposobów,które wykorzystuję kiedy chcę ją do czegoś namówić-Mrugnęłam do nich lewym okiem i uśmiechnęłam się pokazując zęby.
-Nauczysz mnie? Czasem przyda się to na ciocię-Zaśmiał się szczeniaczek.
-Cham!-Syknęła karcąco Ifus,a on uśmiechnął się jak niewiniątko. W końcu doszliśmy. Weszliśmy powoli do domu mojej siostry. Zatrzymałam gości kilka metrów od wejścia i zawołałam:
-Leeeestiiiiii mamy goooościiii...chyba jej nie ma-zwróciłam się do towarzyszy.
-Rozgośćcie się. Ona pewnie niedługo wróci. Aha i nie meczcie jej zwierząt,kilka jest ciężko rannych.
-Ona leczy zwierzęta? SUPER!-Krzyknął szczeniaczek.
-Poczekajcie chwilkę. Polecę jej poszukać i nie krzyczcie zbyt głośno ze względu na podopiecznych Lesti.-Powiedziałam i poleciałam. Leciałam ponad lasem i wyglądałam Lesti. Nawoływałam i szukałam,ale jej nie było. Kiedy dotarłam do łąki,zobaczyłam moją siostrzyczkę zbierającą kwiaty z wiankiem na głowie. Na plecach zwisały jej kosze wiklinowe z obu stron wypełnione po brzegi kwiatami. Domyślam się,że kosze zrobiła sama. Zleciałam do niej i powiedziała:
-Cześć. Co robisz?
-J-ja zbieram kwiaty. Będę robić wianki dla moich zwierzątek. Słyszałam,że jeśli są weselsze,szybciej wracają do zdrowia i może starczy też kwiatków na koszyk,albo miskę.-Zaśmiała się.
-To fajnie,ale mamy gości. Przenocują u ciebie.
-A-ale jak to?-Zapytała wystraszona. Nie najlepiej radziła sobie w towarzystwie obcych,a zwłaszcza takich,którzy mają u niej nocować.-Kto to?
-Ciocia Ifus z rodziną. Znasz ich?
-Ufff.-Odetchnęła z ulgą-Tak. Pamiętam jak nas odwiedzały jak byłyśmy jeszcze malutkie. Ty lubiłaś gdzieś znikać,więc mało kiedy ich widziałaś.-Na jej pysku pojawił się uśmiech. Zerwała jeszcze jednego kwiatka i włożyła go sobie za ucho. Nucąc coś pod nosem zaczęła kierować się w stronę swojej jaskini. Nie był to najszybszy chód,więc zaproponowałam.
-Może polecisz?
-Hmm nie mam jeszcze pokrywek do koszyków i wszystkie kwiatki mogą wylecieć.
-To chociaż przyśpiesz.-Po tych słowach Lesti przyśpieszyła kroku,ale nie biegła. Poszłam za nią.
-Pójdę przodem i powiem im,że już idziesz. Muszę ich przypilnować.
-Dobrze.-Pobiegłam. Kiedy byłam na miejscu,ku moim oczom ukazał się nie najlepszy widok. Cham goniła jednego z króliczków ze złamaną nogą,który należał do Lesty,a Ifus próbowała go złapać. Przez ich bieganinę reszta zwierząt się spłoszyła i zaczęła biegać po całej jaskini.
-To będzie trudna noc dla Lesti-Powiedziałam do siebie i krzyknęłam do nich.
-Stop! Co robicie? Straszycie je! Cham,przestać gonić tego królika!-Cham natychmiast stanęła,a przez to Ifus na nią wpadła i się przewróciła. Reszta rodzinki stała i patrzyła.
-Ech,trzeba coś z tym zrobić,zanim przyjdzie Lesti. Będzie jej smutno! A jak jest jej smutno,płacze.-Wskazałam na biegające zwierzęta. Wokół nas latało pełno piór a dookoła słychać było piski i krzyki spłoszonych zwierząt. Próbowaliśmy je prosić,żeby wróciły na miejsce i uspokoić,łapać i zwabić,ale nic nie pomagało. Wtedy w wejściu stanęła Lesti. Była przerażona tym,co zastała w jaskini.
-Ups. Pewnie nas teraz wyrzuci.-Szczeniak szepnęła do siostry.
-I to przez ciebie-Syknęła. Ale Lesti nie kazała im się wynosić. Weszła do jaskini i zawołała swoim cichym głosikiem,więc trudno było to nazwać wołaniem.
-Hej,chodźcie do mnie. No już,spokojnie.-Mówiła do zwierząt. Zatrzymały się i zaczęły podchodzić do wilczycy.-Nie bójcie się ich. Chcieli się pobawić. No już,chodźcie do łóżek,bo wam się pogorszy. Chodźcie kochani.-Szeptała i prowadziła swoich podopiecznych do gniazd i łóżek. Ciotce i jej rodzinie opadła szczęka,a zwłaszcza Cham. Od tego czasu podziwiali ją,jak bardzo umie się obchodzić ze zwierzętami,ale to już inna bajka. Kiedy wszystkie zwierzęta były na miejscach zwróciła się do gości.
-Witajcie. Miło mi was znowu widzieć. Co was tu sprowadza?-Powiedziała do rodziny. Byli zdziwieni,bo oczekiwali jakiejś nagany,czy czegoś.
-Przepraszamy za najście i...za to,co się przed chwilą stało.-Powiedzieli,a zwłaszcza Cham.-W naszym świecie wybuchła wojna i przyszliśmy prosić o schronienie.
-Och,to straszne. Współczuję wam. Czujcie się u mnie jak u siebie i zostańcie ile chcecie,ale Cham,proszę nie goń więcej tych zwierzątek.
-D-dobrze. Przepraszam.
-Nic się nie stało. Wybaczyły ci,prawda?-Zwróciła się do zwierząt. Pokiwały twierdząco głowami.
-Trafiliście w idealny dzień,bo jutro kilka zwierząt będzie wypuszczanych na wolność. To taka piękna chwila...
-SUPER!-Zawołał szczeniak.
*Następnego dnia.*
Kiedy wszyscy się obudzili i zjedli,Lesty poprosiła,żeby wyszli na dwór i obserwowali. Poszła po żurawia,który miał złamane skrzydło i białego gołębia bez górnej szczęki. Wyniosła oba ptaki i najpierw puściła gołębia,a później zdjęła opatrunek żurawiowi i również puściła go na wolność.Goście stali zachwyceni i patrzyli jak szczęśliwe ptaki odlatują w dal. Na szyjach oczywiście miały naszyjniki z kwiatów,które Lest wczoraj robiła do późnej nocy. Założyła je każdemu zwierzęciu i zrobiła jeszcze ze słomy,którą też zebrała pokrywki na kosze,oraz z pozostałości kwiatów naszyjnik i sobie. Wyglądała pięknie w naszyjniku i wianku z kwiatów.
<Co dalej rodzinko?>
Od Ifus Do Ro , Nialla, Cham i Aya
Gdy w mojim świecie zapadła wojna postanowiłam zabrać dzieci oraz Faira jak najdalej od tego miejsca przeszliśmy przez "Aleję czerwonych drzew '' Cham była zachwycona tą czerwinią i powiedziała z radością :
- Mamo jest to najpikniejszy kolor czerwieni ... mogę 2 czy trzy liście żebym mogła zrobić z niego farbę ? - spytała .
- Tak myśłę ,że nikt się nieobrazi jak mały szczeniak weźmie trochę listków do farby - uśmiechnełam się do Cham - Aya może sięgniesz siostrze po liście ?
- No dobra Farirku podniesiesz mnie? - spytała zakochana Aya.
- Oczywiście - powiedział i nastawił plecy by mogła swobodnie sięgnąć.
- Oh dzieci dzieci . -powiedziałam i szłam dalej nagle Cham gdzieś pobiegła ja za nią naglę ona znikneła ja się rozglądałam i nagle fapadłam na jakiegoś wilka.
- Hej !!! Uważaj jak chodzisz !!!!- krzykneła wilczyca.
- P-przepraszam nie chciałam ci nic zrobić szukam swojej córki Cham - powiedziałam rozglądając się ale nie patrząc na wilka po chwili była niezręczna cisza więc spojrzałam się na wilka i mnie zatkałao to była moja siostrzenica Ro przytuliłam ją ze łzami w oczach ale ona powiedziała :
- Konieto nie zanm cię !!! -krzykneła. To był fakt ona nigdy mnie niewidziała ale ja widziałam ją na zdjęciach gdy Deth mnie odwiedział pokazał zdjęcia córek i pobiegł dalej więc nie zdziwiłam się gdy mnie niepoznała. - Kim pani jest ? ... Przepraszam ,że tak na panią nakrzyczałam . -powiedziała.
- Ja jestem twoją ciocią siostrą twojego ojca. -powiedziałam patrząc jej w oczy.
- Eh chyba pani się bardziej walneła w głowę niż ja . -powiedziała zakłopotana.
- Nie ja ich zanm twój tata to Death a twoja matka to Noris zgineła bo skała się urwała. - starałam się jej to powiedzieć delikatnie gdyż Death mi wspominał ,że bardzo to przerzywała .
- Co ?! Skąt pani zna mojich rodziców ? Nie wiem kim pani jest .. - powiedział ze łzami w oczach .
- Grrr zostaw ją kobieto nie szarp jej nerwów - powiedział wilk za nią.
- Mamo mamo o tu jesteee... -zatkało nawet Ay'e.- Ro to ty jesteś moją kuzynką wójek pokazywał mi twoje zdjęcia zazdrościłam ci tej urody i nadal zazdroszczę ... - powiedzia jak w niebo wziięta.
- Co?
- A tak nie przedstawiłam się jestem Aya a to jest moja młodsza siostra Cham a too... - nie dałam jej dokończyć .
- Cham !!!! Gdzie ty byłaś pobiegłam po kwiatki dla ciebie .
- Ok już ok .
< Co dalej Ro ?>
- Mamo jest to najpikniejszy kolor czerwieni ... mogę 2 czy trzy liście żebym mogła zrobić z niego farbę ? - spytała .
- Tak myśłę ,że nikt się nieobrazi jak mały szczeniak weźmie trochę listków do farby - uśmiechnełam się do Cham - Aya może sięgniesz siostrze po liście ?
- No dobra Farirku podniesiesz mnie? - spytała zakochana Aya.
- Oczywiście - powiedział i nastawił plecy by mogła swobodnie sięgnąć.
- Oh dzieci dzieci . -powiedziałam i szłam dalej nagle Cham gdzieś pobiegła ja za nią naglę ona znikneła ja się rozglądałam i nagle fapadłam na jakiegoś wilka.
- Hej !!! Uważaj jak chodzisz !!!!- krzykneła wilczyca.
- P-przepraszam nie chciałam ci nic zrobić szukam swojej córki Cham - powiedziałam rozglądając się ale nie patrząc na wilka po chwili była niezręczna cisza więc spojrzałam się na wilka i mnie zatkałao to była moja siostrzenica Ro przytuliłam ją ze łzami w oczach ale ona powiedziała :
- Konieto nie zanm cię !!! -krzykneła. To był fakt ona nigdy mnie niewidziała ale ja widziałam ją na zdjęciach gdy Deth mnie odwiedział pokazał zdjęcia córek i pobiegł dalej więc nie zdziwiłam się gdy mnie niepoznała. - Kim pani jest ? ... Przepraszam ,że tak na panią nakrzyczałam . -powiedziała.
- Ja jestem twoją ciocią siostrą twojego ojca. -powiedziałam patrząc jej w oczy.
- Eh chyba pani się bardziej walneła w głowę niż ja . -powiedziała zakłopotana.
- Nie ja ich zanm twój tata to Death a twoja matka to Noris zgineła bo skała się urwała. - starałam się jej to powiedzieć delikatnie gdyż Death mi wspominał ,że bardzo to przerzywała .
- Co ?! Skąt pani zna mojich rodziców ? Nie wiem kim pani jest .. - powiedział ze łzami w oczach .
- Grrr zostaw ją kobieto nie szarp jej nerwów - powiedział wilk za nią.
- Mamo mamo o tu jesteee... -zatkało nawet Ay'e.- Ro to ty jesteś moją kuzynką wójek pokazywał mi twoje zdjęcia zazdrościłam ci tej urody i nadal zazdroszczę ... - powiedzia jak w niebo wziięta.- Co?
- A tak nie przedstawiłam się jestem Aya a to jest moja młodsza siostra Cham a too... - nie dałam jej dokończyć .
- Cham !!!! Gdzie ty byłaś pobiegłam po kwiatki dla ciebie .
- Ok już ok .
< Co dalej Ro ?>
niedziela, 11 maja 2014
Od Restiego Do Liesti , Moon , Flo , Star ,Lady , Picoolo i Nialla
- Cześć patrz kto chciał cię odwiedzić w nowym domu - powiedziałem usimiechając się .
- Aleee willlaaa - powiedziała zachwycona Lady.
- Hej kochana jak się czujesz ? - zapytała Flo.
- Już lepiej . -Lesti.
- Oj co się jej stało ? - spytała Star najmłodsza wilczyca.
- Usłyszałam błaganie o pomoc więc poszłam i znalazłam ją . - powiedziała tłymacząc Lesti.
- Wiesz Ro moja siostro wiem ,że teraz nie możesz się martwić z powodu twojich ran niewielikch ran ale bolących... eh muszę odejść - powiedziała opuszczjąc głowę Flo.
- Jakto ???!!!!!! -spytała przeztraszona Lesti. - Kto się mną zajmie a co dopiero wathą .
- Spokojnie masz siostry i Restiego . - uśmiechneła się .
- Właśnie masz mnie Lesti -podszedłem do niej i liznołem ją w policzek. Lesti uśmiechneła się i odzajemniła to. Wtedy na twarzy Star zawitał smutek Ro stojąca za mną spytała Star :
- Co się stało Star ?
- Nic takiego poprostu mi przykro .
- Flo jeszze jedno moge iść z tobą ? - spytał w złej chwili Picollo.
- Tak ale z kąd taka zmiana ? - sptała Flo niezapokojona.
- Boo .... eh jaaa.. eh . - przerywał zarumieniony troche Picollo.
- Co ja cię ? -spytała Flo .
- BO JA CIĘ KOCHAM ! -krzykną Picollo .
- Co ? Naprawdę ?! - spytała Flo.
- Tak a co ? - spytał.
- Bo ja cię też kocham więc chocimy ! ... PA wszystkiem do zobaczenia. -powiedziała Flo.
- Poczekaj a poco idziesz ?
- Szukać naszego ojca postraram się wrucić . -powiedziała i pobiegła.
- PA ! - krzykną Picollo i pochwili już ani go ani Flo nie było . Ro i Lesti opusiciły głowy . Gdy Lesti podniosła głowę nie było już Ro ani Nialla ani Moon ani Star. Była załamana . Podeszłem i polizałem ją teraz w usta ona się do mnie przytuliła .
< Co dalej ? >
Od Lesti CD Restiego
W głowie jeszcze miałam głos jednorożca,który wyszeptał do mnie przy rozstaniu-Tak na prawdę jestem Eleonora. Dziękuję,że choć na chwilę podarowałaś mi swoją przyjaźń.-Leżałam przy rzeczce w mojej nowej jaskini i podpierałam łeb na ramieniu. Drugą łapą lekko mieszałam wodę przede mną. Mój rozmarzony wzrok śledził przepływające małe listki.
-Chyba mam nowego przyjaciela-Powiedziałam do wiewiórek,które się zgromadziły na drugiej stronie cienkiej rzeczki.-Ma na imię Rasti,ale chyba go znacie. W końcu wykopał tą jaskinię-Zaśmiałam się jak zakochana. Lubiłam go i to bardzo,ale sądziłam,że on wolał Ro. Dlatego też nie myślałam o nim jak o kimś,kto może zostać tym jedynym. Po chwili,mój czuły słuch wyłapał cichutkie błaganie o pomoc,a równie dobry węch,poczuł krew. Zerwałam się i pobiegłam w stronę odgłosu przepraszając przy tym wiewiórki,które przestraszyłam i zwierzęta,obok których przebiegałam. Dobiegłam do dziury wyglądającej na króliczą. Pisk był nieco głośniejszy i wydobywał się z dziury. Weszłam do niej. Dzięki małemu ciału udało mi się przejść przez ciasne wejście. Dalej było trochę więcej luzu,ale i tak normalnej wielkości wilk by się nie zmieścił. Pierwszy raz cieszyłam się z drobnej postury i płochliwości,dzięki której miałam czułe zmysły. Były one potrzebne do wyczucia niebezpieczeństwa.
-W co ja się pakuję.-Pomyślałam,ale wiedziałam,że trzeba pomóc temu stworzeniu. Mimo pamięci o poprzedniej przygodzie nie miałam urazu do małych stworzonek,ani nawet do królików. Trudno było wzbudzić mój uraz. Dotarłam do "pokoiku" w którym na ziemi leżał mały kruk,a raczej kruczyca.
Miała złamane skrzydło. Od razu znalazłam w pokoiku twardy i w miarę prosty korzeń do unieruchomienia skrzydła i trawę służącą za opatrunek. Zabrałam się do pracy. Najpierw uspokoiłam ją trochę,a później zapytałam:
-Co tu robisz? W norze królika?
-To już nie należy do królika. Ta nora jest własnością straszliwego potwora w postaci węża zmiennokształtnego. Lepiej się stąd wynośmy. On zaraz wróci. Zaciągnął mnie tu w postaci obiadu.-Powiedziała swoim kruczym chrapliwym głosem.
-Już kończę...Dobra,gotowe. Chodźmy stąd. Idź za mną.
-Dobrze.
-Jak masz na imię? Ja jestem Lesti.
-Jestem Erika.
-Miło mi...o już jesteśmy. Chodź. Uciekajmy.-Powiedziałam,wzięłam ją delikatnie do pyska i pobiegłam do jaskini. Na miejscu położyłam ją delikatnie na wystającej skale trochę powyżej podłogi wyglądającej jak łóżko. Wtedy wbiegł Resti.
<Co dalej?>
-Chyba mam nowego przyjaciela-Powiedziałam do wiewiórek,które się zgromadziły na drugiej stronie cienkiej rzeczki.-Ma na imię Rasti,ale chyba go znacie. W końcu wykopał tą jaskinię-Zaśmiałam się jak zakochana. Lubiłam go i to bardzo,ale sądziłam,że on wolał Ro. Dlatego też nie myślałam o nim jak o kimś,kto może zostać tym jedynym. Po chwili,mój czuły słuch wyłapał cichutkie błaganie o pomoc,a równie dobry węch,poczuł krew. Zerwałam się i pobiegłam w stronę odgłosu przepraszając przy tym wiewiórki,które przestraszyłam i zwierzęta,obok których przebiegałam. Dobiegłam do dziury wyglądającej na króliczą. Pisk był nieco głośniejszy i wydobywał się z dziury. Weszłam do niej. Dzięki małemu ciału udało mi się przejść przez ciasne wejście. Dalej było trochę więcej luzu,ale i tak normalnej wielkości wilk by się nie zmieścił. Pierwszy raz cieszyłam się z drobnej postury i płochliwości,dzięki której miałam czułe zmysły. Były one potrzebne do wyczucia niebezpieczeństwa.
-W co ja się pakuję.-Pomyślałam,ale wiedziałam,że trzeba pomóc temu stworzeniu. Mimo pamięci o poprzedniej przygodzie nie miałam urazu do małych stworzonek,ani nawet do królików. Trudno było wzbudzić mój uraz. Dotarłam do "pokoiku" w którym na ziemi leżał mały kruk,a raczej kruczyca.
Miała złamane skrzydło. Od razu znalazłam w pokoiku twardy i w miarę prosty korzeń do unieruchomienia skrzydła i trawę służącą za opatrunek. Zabrałam się do pracy. Najpierw uspokoiłam ją trochę,a później zapytałam:
-Co tu robisz? W norze królika?
-To już nie należy do królika. Ta nora jest własnością straszliwego potwora w postaci węża zmiennokształtnego. Lepiej się stąd wynośmy. On zaraz wróci. Zaciągnął mnie tu w postaci obiadu.-Powiedziała swoim kruczym chrapliwym głosem.
-Już kończę...Dobra,gotowe. Chodźmy stąd. Idź za mną.
-Dobrze.
-Jak masz na imię? Ja jestem Lesti.
-Jestem Erika.
-Miło mi...o już jesteśmy. Chodź. Uciekajmy.-Powiedziałam,wzięłam ją delikatnie do pyska i pobiegłam do jaskini. Na miejscu położyłam ją delikatnie na wystającej skale trochę powyżej podłogi wyglądającej jak łóżko. Wtedy wbiegł Resti.
<Co dalej?>
Od Restiego Do Lesti
- Wiesz gdybym tego nie zrobił on by cię zabił a mi było by smutno .... - powiedziałem rumieniąc się - ale nimyśl że jestem samolubem przez moje "było by MI smutno " -uśmiechnołem się do niej.
- wcale tak nie sądze - popatrzała na mnie ale wiedziałem że moje słowa ją troche zdziwiły.
- Jak już poczujesz się lepiej może gdzieś razem pójdziemy ale narazie musisz odpoczywać .- po mojich słowach wziołem ją na plecy i pobiegłem nawet nie wiedząc którędy znalazłem się przyjaskini którą miałem daci Ro ale w tej sytułacji stwierdziłem ,że ona nie jest tą na której mi tak naprawde zależy więc powiedziałem do Lesti :
-Prosze to dla ciebie ... miałem ją dać Ro ale stwierdzam ,że to ty na nią zasługujesz .- powiedziałem to ale bałem się ,że ona mnie za to będzie nienawidzić ponieważ robiłem ją dla Ro ale ona tylko powiedziała :
- Jest piękna i nie martw się ... - podniosła mój pysk uśmiechając się czule.
- A wiesz ja mam jaskinie tuż obok - wkazałem łapą.
- Ach tu jest tak pięknie szkoda ,że nasza wataha nie ma takich pięknych miejsc.
- Wiesz jest to dość blisko może to będzie taka nasza wataha nie musisz tu nocować ale narazie musisz ponieważ masz odpoczywać .
- Dziękuje ci za tą troskę... skąd wiedziałeś ,że tam jestem ? - spytała.
- Gdy zobaczyłem ,że cię nie ma poleciałem za twojim tropem .-powiedziałem.
- Masz aż tak dobry węch ???

- Taa to po tacie - uśechnołem sie do niej.Nasza rozmowa trwała dość dłogo zaczeło już nawet się ściemniać ale chciałem jej pokzać więc wzioęłem ją na plecy i poleciałem i pokazałem jej królestwo gwiezdnych zwierzątn to tam mieszkałem przez te kilkanaście lat kiedy lecieliśmy wpadliśmy na stado gryfuf były one takie zgrabne ,że Lesti patrzała się nanie cały czas .
Gdy dotarliśmy do krainy było " Godło Watahy" oczywiście to nie znaczyło ,że to jakiejś jednej z watah jest godło ... ponieważ ten kraj miał tylko jedną watahe a to była właśnie ta wataha na początku krainy wytłumaczyłem Lesti ,że musi uważać na słowa i ,żeby nie bała się śliniejszych od siebie stwożeni bo tu nawet mrówkojat by mrówki nie zjadł .Lesti przytakneła i weszliśmy w głąb miasta było ono biękne Lesti musiało się bardzo podobać bo co chwile sięzatrzymywała była bardzo szczęsiliwa cieszyłem się ,że zabrałem ją w to miejsce. gdy szliśmy dalej Lesti zobaczyła niesamowite dla niej stworzenia naprzykład tygrysy ze skrzydłami. Lesti Bardzo chciała do nich podejść ale one były płochliwe więc sobie odpusiciliśmy dalej też były niesamowite zwierzęta za karzdym razem próbowała do nich podejść niktóre nawet ją polubiły i odważyły się z nią porozmawiać z jej ust cochwile wydobywały się słowa "Ale tu pięknie" ,"Dziękuje ,że mnie tu zabrałeś " , "Chocimy się przywitać " . Nigdy jej nie odmawaiłem . Ona była taka śliczna kiedy się usimechała była w niebo wzięta dosłownie bo wkonicu byliśmy w niebie ... Po chwili zobaczyłem stado jednorożców wiedziałem ,że ona nigdy ich nie widziała więc postanowiłem z nią tam pójść. To nie tylko dla tego by sobie popatrzeć ale też ,żeby miała swojego towarzysza skoro ja nawet poznałem tu Wthera ... więc zaproponowałem :
- Ej Lesti chodzi zemną ok?..
- Spoko chocimy- gdy ujżała gdzie idziemy aż jej serce zaczeło walić z zaskoczenia . Zobaczyła najpierw te kolorowe które żucały się w oczy podchodziła ale jej się bały wszystkie uciekły.Lesti powiedziała do mnie smutnym głosem :
- Eh czy ja nie moge mieć przyjaciół ... -odwruciła się i poszła 3 kroki poczym ją zawołałem wskazując łapą na pięknego białego jednorożca patrzyła na niego i zaczeła podchodzić bliżej i bliżej aż była już przy jego boku kiedy on nanią spojrzał i położył głowę jej na ramieniu. Gdy Lesti mnie zawołała obejżałem go i zauważyłem coś dziwnego na jego bokach powiedziałem to Lesti a ona szepneła jednorożcowi na ucho co to takiego on odszeptał żebyśy się odsuneli gdy to zrobiliśmy z jego boków otwożyły się przepiękne skrzydła ... Lesti powiedziała :
- Wiesz nie moge cię nazywać jednorożcu nazwe się Santy ? Co ty na to ? - w tym momęcie jednorożec zarżał i postanowiliśmy iść dalej . Santy wzieła Lesti na plecy bym
nie musiał się męczyć . Więc poszliśmy dalej a w dalszy
<Ten jedorożec >
świat nad chmurny . Im bliżej byliśmy zamku tym więcej było magicznych istot gdy się zmęczyliśmy poszliśmy nad Jezioro Nieba było to piękne jezioro w którym woda była pitna a w niej mieszkały istoty jeszcze bardziej dziwniejsze niż na początku . Były to mianowicie bumy które miały dziwne na plecachpłetwy i ogony miały zwykłe ale dziwne. Lesti chciała im się przyjżeć ale coś zaczeło się śmiać to był jakieś lampard ze skrzydłami siedzący na pieniku :
- Nie radze się wam wychylać mogą odgryść wam głowe albo i gorzej mogą was porwać do świata ciemnego i zagubionego hahaha.- powiedział lampard na pieniku.
- Czy ty nam grozisz ? - spytałem stanowczo.
- Nie skąt ja was ostrzegam hahaha. -śmiał się.
- Śmiejesz się jak hiena . -powiedziała wkurzona Lesti.
- Przepraszam i zanikam - po tym jak powiedziało tak i zrobiło znikneło tak poprostu.
- Myśłisz ,że to prawda ? -spytała Lesti.
- Nie wiem ale nie prubujmy bo może się coś złego stać - więc zaczeliśmy się zbliżąć do zamku było tam bardzo pięknie Lesti się podobało . Przy zamku siedziały smoki pilnujące kul magi każda kulka to inny żywioł takl jak smoki pilowały spokoju na świecie . Wpusiciły nas do zamku bez problemu gdyż mnie znały po kilkunastu godzinach dotarliśmy do króla który właśnie chciał się z nami przywitać wyglądał on strasznie ale wcale taki nie był poprostu się przywitał :
- Witam was . -powiedział szlacheckim głosem.
- Dzień dobry ! - powiedziałem podchodząc do niego był on mojim "ojcem" przez ten czas gdy tu mieszkałem rozmawiałem z nim o tych potworach on tylko je wymieniał powiedział kilka słów a ja i Lesti oraz Santy znaleziliśmy się na łące za nami przyszedł mały gepard : <wyglądał tak >

Lesti powiedziała ,że się nim zajmie i postanowiła pójść do Watahy Gwiazd Nadzieji ja zostałem w domu .
< Co dalej Lesti ? >
Potwory wymienione przez króla:
- wcale tak nie sądze - popatrzała na mnie ale wiedziałem że moje słowa ją troche zdziwiły.
- Jak już poczujesz się lepiej może gdzieś razem pójdziemy ale narazie musisz odpoczywać .- po mojich słowach wziołem ją na plecy i pobiegłem nawet nie wiedząc którędy znalazłem się przyjaskini którą miałem daci Ro ale w tej sytułacji stwierdziłem ,że ona nie jest tą na której mi tak naprawde zależy więc powiedziałem do Lesti :
-Prosze to dla ciebie ... miałem ją dać Ro ale stwierdzam ,że to ty na nią zasługujesz .- powiedziałem to ale bałem się ,że ona mnie za to będzie nienawidzić ponieważ robiłem ją dla Ro ale ona tylko powiedziała :- Jest piękna i nie martw się ... - podniosła mój pysk uśmiechając się czule.
- A wiesz ja mam jaskinie tuż obok - wkazałem łapą.
- Ach tu jest tak pięknie szkoda ,że nasza wataha nie ma takich pięknych miejsc.
- Wiesz jest to dość blisko może to będzie taka nasza wataha nie musisz tu nocować ale narazie musisz ponieważ masz odpoczywać .
- Dziękuje ci za tą troskę... skąd wiedziałeś ,że tam jestem ? - spytała.
- Gdy zobaczyłem ,że cię nie ma poleciałem za twojim tropem .-powiedziałem.
- Masz aż tak dobry węch ???

- Taa to po tacie - uśechnołem sie do niej.Nasza rozmowa trwała dość dłogo zaczeło już nawet się ściemniać ale chciałem jej pokzać więc wzioęłem ją na plecy i poleciałem i pokazałem jej królestwo gwiezdnych zwierzątn to tam mieszkałem przez te kilkanaście lat kiedy lecieliśmy wpadliśmy na stado gryfuf były one takie zgrabne ,że Lesti patrzała się nanie cały czas .
Gdy dotarliśmy do krainy było " Godło Watahy" oczywiście to nie znaczyło ,że to jakiejś jednej z watah jest godło ... ponieważ ten kraj miał tylko jedną watahe a to była właśnie ta wataha na początku krainy wytłumaczyłem Lesti ,że musi uważać na słowa i ,żeby nie bała się śliniejszych od siebie stwożeni bo tu nawet mrówkojat by mrówki nie zjadł .Lesti przytakneła i weszliśmy w głąb miasta było ono biękne Lesti musiało się bardzo podobać bo co chwile sięzatrzymywała była bardzo szczęsiliwa cieszyłem się ,że zabrałem ją w to miejsce. gdy szliśmy dalej Lesti zobaczyła niesamowite dla niej stworzenia naprzykład tygrysy ze skrzydłami. Lesti Bardzo chciała do nich podejść ale one były płochliwe więc sobie odpusiciliśmy dalej też były niesamowite zwierzęta za karzdym razem próbowała do nich podejść niktóre nawet ją polubiły i odważyły się z nią porozmawiać z jej ust cochwile wydobywały się słowa "Ale tu pięknie" ,"Dziękuje ,że mnie tu zabrałeś " , "Chocimy się przywitać " . Nigdy jej nie odmawaiłem . Ona była taka śliczna kiedy się usimechała była w niebo wzięta dosłownie bo wkonicu byliśmy w niebie ... Po chwili zobaczyłem stado jednorożców wiedziałem ,że ona nigdy ich nie widziała więc postanowiłem z nią tam pójść. To nie tylko dla tego by sobie popatrzeć ale też ,żeby miała swojego towarzysza skoro ja nawet poznałem tu Wthera ... więc zaproponowałem :- Ej Lesti chodzi zemną ok?..
- Spoko chocimy- gdy ujżała gdzie idziemy aż jej serce zaczeło walić z zaskoczenia . Zobaczyła najpierw te kolorowe które żucały się w oczy podchodziła ale jej się bały wszystkie uciekły.Lesti powiedziała do mnie smutnym głosem :
- Eh czy ja nie moge mieć przyjaciół ... -odwruciła się i poszła 3 kroki poczym ją zawołałem wskazując łapą na pięknego białego jednorożca patrzyła na niego i zaczeła podchodzić bliżej i bliżej aż była już przy jego boku kiedy on nanią spojrzał i położył głowę jej na ramieniu. Gdy Lesti mnie zawołała obejżałem go i zauważyłem coś dziwnego na jego bokach powiedziałem to Lesti a ona szepneła jednorożcowi na ucho co to takiego on odszeptał żebyśy się odsuneli gdy to zrobiliśmy z jego boków otwożyły się przepiękne skrzydła ... Lesti powiedziała :- Wiesz nie moge cię nazywać jednorożcu nazwe się Santy ? Co ty na to ? - w tym momęcie jednorożec zarżał i postanowiliśmy iść dalej . Santy wzieła Lesti na plecy bym
nie musiał się męczyć . Więc poszliśmy dalej a w dalszy
<Ten jedorożec >
świat nad chmurny . Im bliżej byliśmy zamku tym więcej było magicznych istot gdy się zmęczyliśmy poszliśmy nad Jezioro Nieba było to piękne jezioro w którym woda była pitna a w niej mieszkały istoty jeszcze bardziej dziwniejsze niż na początku . Były to mianowicie bumy które miały dziwne na plecachpłetwy i ogony miały zwykłe ale dziwne. Lesti chciała im się przyjżeć ale coś zaczeło się śmiać to był jakieś lampard ze skrzydłami siedzący na pieniku :
- Nie radze się wam wychylać mogą odgryść wam głowe albo i gorzej mogą was porwać do świata ciemnego i zagubionego hahaha.- powiedział lampard na pieniku.- Czy ty nam grozisz ? - spytałem stanowczo.
- Nie skąt ja was ostrzegam hahaha. -śmiał się.
- Śmiejesz się jak hiena . -powiedziała wkurzona Lesti.
- Przepraszam i zanikam - po tym jak powiedziało tak i zrobiło znikneło tak poprostu.
- Myśłisz ,że to prawda ? -spytała Lesti.
- Nie wiem ale nie prubujmy bo może się coś złego stać - więc zaczeliśmy się zbliżąć do zamku było tam bardzo pięknie Lesti się podobało . Przy zamku siedziały smoki pilnujące kul magi każda kulka to inny żywioł takl jak smoki pilowały spokoju na świecie . Wpusiciły nas do zamku bez problemu gdyż mnie znały po kilkunastu godzinach dotarliśmy do króla który właśnie chciał się z nami przywitać wyglądał on strasznie ale wcale taki nie był poprostu się przywitał :- Witam was . -powiedział szlacheckim głosem.
- Dzień dobry ! - powiedziałem podchodząc do niego był on mojim "ojcem" przez ten czas gdy tu mieszkałem rozmawiałem z nim o tych potworach on tylko je wymieniał powiedział kilka słów a ja i Lesti oraz Santy znaleziliśmy się na łące za nami przyszedł mały gepard : <wyglądał tak >

Lesti powiedziała ,że się nim zajmie i postanowiła pójść do Watahy Gwiazd Nadzieji ja zostałem w domu .
< Co dalej Lesti ? >
Potwory wymienione przez króla:
sobota, 10 maja 2014
Od Lesti CD Restiego
Wszyscy poszli rozmawiać z Picallem. Zostałam sama. Skoczyłam ze skarpy i rozwinęłam skrzydła. W łapie trzymałam naszyjnik od Restiego. Był taki piękny. Ale on kocha Ro. Z zamyślenia wyrwało mnie...drzewo. Wpadłam na nie i walnęłam o ziemię.
-Ała...jak boli.-Wstałam mamrocząc do siebie. Otarłam obolałe ramię. Obejrzałam teren,w którym wylądowałam. Było cicho...zbyt cicho...po chwili z za krzaków wyskoczył mały króliczek. Wyglądał na cierpiącego,więc podeszłam do niego.
-Co się stało? Ukłułeś się gdzieś? Pokaż. Pomogę ci.-W tym momencie króliczek zamienił się w wielkiego potwora
Rzucił się się na mnie a z pyska kapała mu krew wprost na mój pysk. Zignorowałam to.
-No, już dobrze. Zejdź ze mnie. Proszę.-Głaskałam go po łapie. Wtedy usłyszałam krzyk jakiegoś wilka:
-Nie dotykaj go! Jego skóra to trucizna!-W tym momencie poczułam wielki ból na pysku i łapie,którą go głaskałam. Były zżerane przez kwas. Krzyknęłam. Rasti, rzucił się na potwora. Wbił mu nóż w ramię i odskoczył strzepując kwas z łapy za pomocą Karikary. Rośliny leczniczej. Poczułam więcej punktów mojego ciała,które były zżerane. Tam,gdzie potwór mnie trzymał. Leżałam pół-przyśnięta. Stworzenie ciężko ranne uciekło.
-M-muszę mu pomóc-Wybełkotałam. Rasti rzucił się na roślinę Karikarę i przyniósł mi tyle liści ile tam było. Przyłożył je do ran. Szybko wchłonęły kwas. Wyrzucił je i podniósł mój łeb.
-CO CI STRZELIŁO DO GŁOWY?! Chciałaś z nim gadać? Zaprosić na herbatę może jeszcze? Myślałaś,że po prostu z ciebie zejdzie i przeprosi? Co ty sobie wyobrażasz. Może za nim teraz pobiegniesz i mu pomożesz?-Spuściłam łeb. Już czułam się lepiej,ale byłam trochę osłabiona. Zdjęłam szyję z jego łapy i przysunęłam się do rośliny nie słuchając jego krzyków. Chuchnęłam na nią,a ona odrosła. Rasti umilkł. Ku mojemu zdziwieniu padł na mnie i przytulił się.
-Nie strasz mnie tak.-Uderzyłam łapą o ziemię i wszystko co było spalone przez truciznę odżyło.-Dlaczego tak nagle odleciałaś?
-Nie miałam co tam robić-Puścił mnie i usiadł przede mną. W tym momencie poczułam zawroty głowy i upadłam. On skoczył i położył się przy mnie.
-Nic ci nie jest?
-A tobie? Też go dotknąłeś.
-Nie jestem ważny w tej chwili.
-Owszem jesteś. Tak samo tamto stworzenie. Nie ma życia nieważnego.-Uśmiechnęłam się mimo braku sił.
<Co dalej?>
-Ała...jak boli.-Wstałam mamrocząc do siebie. Otarłam obolałe ramię. Obejrzałam teren,w którym wylądowałam. Było cicho...zbyt cicho...po chwili z za krzaków wyskoczył mały króliczek. Wyglądał na cierpiącego,więc podeszłam do niego.
-Co się stało? Ukłułeś się gdzieś? Pokaż. Pomogę ci.-W tym momencie króliczek zamienił się w wielkiego potwora
Rzucił się się na mnie a z pyska kapała mu krew wprost na mój pysk. Zignorowałam to.
-No, już dobrze. Zejdź ze mnie. Proszę.-Głaskałam go po łapie. Wtedy usłyszałam krzyk jakiegoś wilka:
-Nie dotykaj go! Jego skóra to trucizna!-W tym momencie poczułam wielki ból na pysku i łapie,którą go głaskałam. Były zżerane przez kwas. Krzyknęłam. Rasti, rzucił się na potwora. Wbił mu nóż w ramię i odskoczył strzepując kwas z łapy za pomocą Karikary. Rośliny leczniczej. Poczułam więcej punktów mojego ciała,które były zżerane. Tam,gdzie potwór mnie trzymał. Leżałam pół-przyśnięta. Stworzenie ciężko ranne uciekło.
-M-muszę mu pomóc-Wybełkotałam. Rasti rzucił się na roślinę Karikarę i przyniósł mi tyle liści ile tam było. Przyłożył je do ran. Szybko wchłonęły kwas. Wyrzucił je i podniósł mój łeb.
-CO CI STRZELIŁO DO GŁOWY?! Chciałaś z nim gadać? Zaprosić na herbatę może jeszcze? Myślałaś,że po prostu z ciebie zejdzie i przeprosi? Co ty sobie wyobrażasz. Może za nim teraz pobiegniesz i mu pomożesz?-Spuściłam łeb. Już czułam się lepiej,ale byłam trochę osłabiona. Zdjęłam szyję z jego łapy i przysunęłam się do rośliny nie słuchając jego krzyków. Chuchnęłam na nią,a ona odrosła. Rasti umilkł. Ku mojemu zdziwieniu padł na mnie i przytulił się.
-Nie strasz mnie tak.-Uderzyłam łapą o ziemię i wszystko co było spalone przez truciznę odżyło.-Dlaczego tak nagle odleciałaś?
-Nie miałam co tam robić-Puścił mnie i usiadł przede mną. W tym momencie poczułam zawroty głowy i upadłam. On skoczył i położył się przy mnie.
-Nic ci nie jest?
-A tobie? Też go dotknąłeś.
-Nie jestem ważny w tej chwili.
-Owszem jesteś. Tak samo tamto stworzenie. Nie ma życia nieważnego.-Uśmiechnęłam się mimo braku sił.
<Co dalej?>
piątek, 9 maja 2014
Od Restiego Do Ro oraz jej sióstr Lesti , Flo i Lady
- Nie musisz mnie przepraszaci masz - popatrzałem na jej wzrok patrzący na muj wisior podarowałem jej go i nałożyłem jej na szyję ona się zarumieniła zostałem tylko ja Ro , Lesti , Flo i Lady . Lady po chwili podeszła i spojrzała się na mnie i powiedziała :- No to mam takie pytanie chodzisz z Ro ? -spytała lekko przebiegle. poczułem się niezręcznie bo wszystkie się na mnie spojrzały a najbardziej chyba patatzrzyła się na mnie Lesti. Otpowiedziałem jej krótko :
- Nie ... wydaje mi się ,że Ro chodzi z Niallem więc po co miałbym to psuci.
- To Resti może dołączysz do naszej watahy ? - spytała Flo.
- No dobrze ale nie będe spędzał tam zbyt dużo czasu ja lubie się ruszać ... -powiedziałem ale chciałem już coś dodać ale przerwała mi Lady:
- Ja też je uprawiam. - powiedziała.
- Tak jeżeli bieganie po sklepach można nazwać bieganiem - powiedział głos z oddali.
- O cześć Picollo ! -krzykneła Ro.
- Hej chciałem się przywitać i tyle.
<co dalej ? >
Od Ro CD Restiego
-Ech. Co ja z wami mam...Resti,chcę ci przedstawić moje siostry.
-Nie mówiłaś mi o nich.-Zdziwił się
-Nie mieliśmy czasu pogadać,bo ktoś się wygłupiał i spadł w przepaść-Mruknęłam. On udał,że tego nie słyszy i minął mnie podchodząc do moich sióstr. Stanęłam między nimi i powiedziałam:
-Ech...Więc to jest Resti. Uratował mnie jak się zgubiłam w strasznym lesie przed stworem. Resti,to jest Flo,Ledy,Lesti,Star i Moon.
-Czeeeść. Mrrr
-Cześć! Pobawimy się?
-Hej! Widziałeś to ułożenie gwiazd...
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeej!
-Ledy! Zachowuj się!,Flo,proszę...nie jesteś już szczeniakiem...Moon...nie zanudzaj o gwiazdach...Star...bieganie wokół wilka nie jest...zbyt powszechne...Dziewczyny proszę!-Nagle,ni z tąd ni z owąd Resti zaczął się tak śmiać,że aż się wywrócił. Wszystkie spojrzałyśmy na niego zdziwione.
-Przepraszam,przepraszam....miło mi was poznać.-Wstał i otarł łezkę w kąciku oka. Lesti podeszła do niego powoli. Była strasznie zawstydzona.
-Cz-cześć...-Powiedziała. W tle reszta sióstr zaczęła się bawić...chyba...
-Witaj. Lesti,tak?
-T-tak...m-mmmiło mi...
-Mi również.-Zapadła niezręczna cisza. Postanowiłam jej pomóc. Popchnęłam ją na niego niezauważenie i odeszłam parę metrów.
-P-przepraszam!-Krzyknęła cała czerwona zrywając się z niego.
<Co dalej Resti?>
-Nie mówiłaś mi o nich.-Zdziwił się
-Nie mieliśmy czasu pogadać,bo ktoś się wygłupiał i spadł w przepaść-Mruknęłam. On udał,że tego nie słyszy i minął mnie podchodząc do moich sióstr. Stanęłam między nimi i powiedziałam:
-Ech...Więc to jest Resti. Uratował mnie jak się zgubiłam w strasznym lesie przed stworem. Resti,to jest Flo,Ledy,Lesti,Star i Moon.
-Czeeeść. Mrrr
-Cześć! Pobawimy się?
-Hej! Widziałeś to ułożenie gwiazd...
-Jeeeeeeeeeeeeeeeeeej!
-Ledy! Zachowuj się!,Flo,proszę...nie jesteś już szczeniakiem...Moon...nie zanudzaj o gwiazdach...Star...bieganie wokół wilka nie jest...zbyt powszechne...Dziewczyny proszę!-Nagle,ni z tąd ni z owąd Resti zaczął się tak śmiać,że aż się wywrócił. Wszystkie spojrzałyśmy na niego zdziwione.
-Przepraszam,przepraszam....miło mi was poznać.-Wstał i otarł łezkę w kąciku oka. Lesti podeszła do niego powoli. Była strasznie zawstydzona.
-Cz-cześć...-Powiedziała. W tle reszta sióstr zaczęła się bawić...chyba...
-Witaj. Lesti,tak?
-T-tak...m-mmmiło mi...
-Mi również.-Zapadła niezręczna cisza. Postanowiłam jej pomóc. Popchnęłam ją na niego niezauważenie i odeszłam parę metrów.
-P-przepraszam!-Krzyknęła cała czerwona zrywając się z niego.
<Co dalej Resti?>
Od Restiego Do Ro
- Ro moja ty kochana ...-Nagle Niall się spojrzał i powiedział.- T-too ja już pójde ... - powiedział i odwrucił się i poszedł do watahy.
- Myśłisz ,że go obraziłem ??? - spytałem opuszczając łepi i uszy.
- Nie wiem ale wiem ,że ci wybaczy-powiedziała podnosząc mój łep do gróry.
- Dzięi za pocieszenie ... mmm to może oprowadzisz mnie troche po okolicy ?
- Ok może troche też powspominamy.-więc poszliśmy czułem ,że między Niallem , a Ro coś jest ale nie mogłem się powstrzymać od patrzenia na nią i jak ona wyrosła ... Gdy skoniczyła
oprowadzać mnie po okolicy pozostawiliśmy watahe na koniec bym mógł pokazać jej kilka miejsc poszliśmy do jamy wody gdzie poznała Wathera mojego towarzysza smoka był on prawie jak ja ...
Miło spędzaliśmy czas ona zaproponowała by Wather poszedł z nami ale ja wytłumaczyłem jej ,że niestety musi tu zostać ona się pożegneła i powiedziała :
- Miły ten twój towarzysz.- powiedziała i uśmiechneła się .- A teraz gdzie idziemy robi się póżnio ...
- Chcę cie zabrać jescze w jedno miejsce . Ale najpierw to dla ciebie i dla Nialla ja będe miał zielony a ty wybież .
- Dziękuje.
Złapałem ją za łape i poleciałem do góry Ro jedną łapą ocierała wode która rozchodziła się na boki jej oczy świeciały niczym najpiękniejsze gwiazdy.Byłełem w nich zakochany nagle usiadłem a Ro powiedziała mi na ucho:- To było świetne ... - uśmiechneła się do mnie.
- Pokazać Ci sztuczke ? - spytałem .
- Tak jaką ? - po jej słowach dmóchnołem leciutko w niebo jagbym miał zawyć Ro patrzała się jak wniebo wziętręa. Na niebie pokazał się jej portret jak wyje była szczęśliwa a ja razem z nią. Popatrzała się na mnie a ja na nią zbliżyłem się i zapomniałem owszystkim już chciałem ją pocałować a tu nagle przyleciały 3 wilczyce i krzyczały :
- Ro kochana !!!!
- Ro jak mogłaś nam otym nie powiedzieć !!!!
- Ro co to za przystojniak ?!!!
- Flo spokojnie ... sama niedawno się dowiedziałam że tu jest Lesti i nienazywaj go tak Lady ...
< Co dalej Ro i kto to jest ?>
Od Ro CD Nialla
Rzuciłam się na niego i zaczęłam go "przytulać" dusząc go. Specjalnie.
-TY IDIOTO! Jak mogłeś mnie tak zostawić?!-Zwolniłam uścisk,a z oczu poleciały mi łzy-Ty...ty...jak...przecież...-Szeptałam. Płacz nie pozwalał mi na głośniejsze mówienie. On odwzajemnił uścisk mówiąc:
-Ciiiiiii. Już dobrze.-Złapał moje łapy i ostawił tak,że siedziałam przed nim. Położył swoje czoło na moim.-Już po wszystkim. Nie mogłem cię znaleźć. Obudziłem się parę dni po upadku.
-Gdybym wtedy za tobą skoczyła...
-Mogłabyś zginąć. Wiesz przecież,że nie umieliśmy jeszcze latać.-Przerwał mi.-Szukałem cię...
-Kłamiesz-Odepchnęłam go i spojrzałam w ziemię po przeciwnej stronie.-Czekałam na ciebie na tej skarpie tygodniami...niemożliwe,żebyś mnie nie znalazł...
-Pamiętaj jeszcze,że sporo czasu zajmuje dojście na miejsce. Musiałem iść okrężną drogą i zaatakował mnie klan Białego Kła. To wyklucza kolejny tydzień,czy dwa. Rosi...
-ROSI?!-Przerwał mu Niall. Był trochę zazdrosny,bo myślał,że byliśmy,albo jesteśmy,lub będziemy parą.
-Jak byliśmy mali wymyślaliśmy sobie śmieszne przezwiska-Zaśmiałam się i przetarłam nos łapą.-Ja mówiłam na niego Ralu.-Teraz zwróciłam się do Rastiego-Wierzę ci.-Widać się uradował,bo aż ścisnął mnie i podniósł,a później odstawił na miejsce.
<Co dalej?>
-TY IDIOTO! Jak mogłeś mnie tak zostawić?!-Zwolniłam uścisk,a z oczu poleciały mi łzy-Ty...ty...jak...przecież...-Szeptałam. Płacz nie pozwalał mi na głośniejsze mówienie. On odwzajemnił uścisk mówiąc:
-Ciiiiiii. Już dobrze.-Złapał moje łapy i ostawił tak,że siedziałam przed nim. Położył swoje czoło na moim.-Już po wszystkim. Nie mogłem cię znaleźć. Obudziłem się parę dni po upadku.
-Gdybym wtedy za tobą skoczyła...
-Mogłabyś zginąć. Wiesz przecież,że nie umieliśmy jeszcze latać.-Przerwał mi.-Szukałem cię...
-Kłamiesz-Odepchnęłam go i spojrzałam w ziemię po przeciwnej stronie.-Czekałam na ciebie na tej skarpie tygodniami...niemożliwe,żebyś mnie nie znalazł...
-Pamiętaj jeszcze,że sporo czasu zajmuje dojście na miejsce. Musiałem iść okrężną drogą i zaatakował mnie klan Białego Kła. To wyklucza kolejny tydzień,czy dwa. Rosi...
-ROSI?!-Przerwał mu Niall. Był trochę zazdrosny,bo myślał,że byliśmy,albo jesteśmy,lub będziemy parą.
-Jak byliśmy mali wymyślaliśmy sobie śmieszne przezwiska-Zaśmiałam się i przetarłam nos łapą.-Ja mówiłam na niego Ralu.-Teraz zwróciłam się do Rastiego-Wierzę ci.-Widać się uradował,bo aż ścisnął mnie i podniósł,a później odstawił na miejsce.
<Co dalej?>
czwartek, 8 maja 2014
Od Nialla Do Ro
Gdy Ro odleciała razem ze swoją przyjaciółką Melody ja zostałem sam i zastanawiałałem się co ja zrobiłem takiego złego gdy dumałem nagle od tyłu żuciło się coś na mnie to nie była Ro ani żaden wilk było to zbyt ciężkie na wilka gdy tak się zastanawiałem to coś mnie odwruciło ... nie widziałem wilka ale dziup i głowe orła ... było todziwne bo gdy spojrzałem na jego wielkie łapy na mojich barkach pomysilałem że to grf zwykły gryf ale tu znowu niespodzianka tył miał tygrysa ,a jego ogon był zebry bym zapomniał jego skrzydła były takwielie, że nie widziałem ich konica . Nagle zaczoł do mnie przemawiaciać chropowatym i basowym głosem :
- Gdzie jajo ...
- J-jakie j-jajko ??? -zdziwiłem się śmiertelnie .
Nagle z za pleców stwora wyszedł cień był on wysoki miał jeden łep i cztery łaby ale niewidaomo jak stał na tych tylnich nie miał ogona ani dziobu pochwili podszedł ipoklepał dziwne stworzenia po głowie.
- Dałesi rade Rock ...
- Kim jesteś ??? - spytałem zdziwiony tą sytułacją i pochwili zadałem kolejne pytanie - Czym jesteś ??? - wtedy to odpowiedziało :
- Jestem łowcą ... inaczej człowiekiem ... - zamilkną.
Ja wystraszyłem się śmiertelnie bo wiem , że ludzie to niebespieczne istoty . Starałem się uwolnić ale nic z tego nagle na dziwnego człowieka rzucił się wilk nie taki zwykł wilk był on niezbyt zadbany.Gdy oglądałem bitwe między nim a dziwnym człowiekiem dziwne stworzenie zaczeło wbijaci pazury w moje barki nagle wszystko ucichło ... gdy spojrzałem się na dziwne stworzenia nademną zrobiło duże oczy i przewruciło się na prawą stonie po chwili podszedł do mnie ten wilk i powiedział :
- Cześć ...
- Hej czy my się znamy ??? - zapytałem z ciekawością ponieważ chciałem się dowiedzieć kim on jest i czemu mnie uratował ...
- Jestem pyrzyjacielem Ro opserwowałem was z "Gór Nadzieji" ....
- COO !!! TY NAS OPSERWÓJESZ JESTEŚ DZIWNY!!!!
- Wiem dlatego jestem sam ... - powiedział odwrucając się .
- Poczekaj nie chciałem Cię urazić ... - powiedziałem .
- Nie ma sprawy każdy mi to mówi ...
- Nie przejmuj się i dziękuje za uratowanie mi życia ... a tak wogóle Ro nie wspominała ,że miała przyjaciela...
- Wiem bo ja ją raz uratowałem i sam spadłem ze skarpy od tamptej pory nie mieliśmy kontaktu ...
- Przykro mi ale jeszcze się nie przedstawiłem jestem Niall .
- Ja jestem Rasti.
Nagle przyleciałała Ro i żuciła się na Restiego.
< Ro to ze szczęścia czy ze zła na niego ?>
- Gdzie jajo ...
- J-jakie j-jajko ??? -zdziwiłem się śmiertelnie .
Nagle z za pleców stwora wyszedł cień był on wysoki miał jeden łep i cztery łaby ale niewidaomo jak stał na tych tylnich nie miał ogona ani dziobu pochwili podszedł ipoklepał dziwne stworzenia po głowie.
- Dałesi rade Rock ...
- Kim jesteś ??? - spytałem zdziwiony tą sytułacją i pochwili zadałem kolejne pytanie - Czym jesteś ??? - wtedy to odpowiedziało :
- Jestem łowcą ... inaczej człowiekiem ... - zamilkną.
Ja wystraszyłem się śmiertelnie bo wiem , że ludzie to niebespieczne istoty . Starałem się uwolnić ale nic z tego nagle na dziwnego człowieka rzucił się wilk nie taki zwykł wilk był on niezbyt zadbany.Gdy oglądałem bitwe między nim a dziwnym człowiekiem dziwne stworzenie zaczeło wbijaci pazury w moje barki nagle wszystko ucichło ... gdy spojrzałem się na dziwne stworzenia nademną zrobiło duże oczy i przewruciło się na prawą stonie po chwili podszedł do mnie ten wilk i powiedział :
- Cześć ...
- Hej czy my się znamy ??? - zapytałem z ciekawością ponieważ chciałem się dowiedzieć kim on jest i czemu mnie uratował ...
- Jestem pyrzyjacielem Ro opserwowałem was z "Gór Nadzieji" ....
- COO !!! TY NAS OPSERWÓJESZ JESTEŚ DZIWNY!!!!
- Wiem dlatego jestem sam ... - powiedział odwrucając się .
- Poczekaj nie chciałem Cię urazić ... - powiedziałem .
- Nie ma sprawy każdy mi to mówi ...
- Nie przejmuj się i dziękuje za uratowanie mi życia ... a tak wogóle Ro nie wspominała ,że miała przyjaciela...
- Wiem bo ja ją raz uratowałem i sam spadłem ze skarpy od tamptej pory nie mieliśmy kontaktu ...
- Przykro mi ale jeszcze się nie przedstawiłem jestem Niall .
- Ja jestem Rasti.
Nagle przyleciałała Ro i żuciła się na Restiego.
< Ro to ze szczęścia czy ze zła na niego ?>
sobota, 3 maja 2014
Od Ro CD Nialla
-Ucieknijmy stąd!-Powiedziałam.-Będziemy żyć bez watahy. Będziemy wolni! Poznamy nowe miejsca i zamieszkamy w jakiejś nieziemskiej krainie.
-Ro posłuchaj....-Zaczął.
-Będziemy latać w przestworzach,żyć bez zakazów i obowiązków. Nie chciałbyś tak?-Przerwałam mu.
-Nie. Mamy tutaj watahę i rodzinę. Pomyśl o innych! Jak oni będą się czuli.
-Oni nigdy nie myśleli jak ja się czuję...-Powiedziałam i skoczyłam ze skarpy na której siedzieliśmy. Rozwinęłam skrzydła i złapałam jajko,które o mało co nie spadło i poleciałam przed siebie. Podczas lotu ocierałam łzy,a kiedy wylądowałam,jajo zaczęło podskakiwać,a po chwili pękło. Wyszło z niego małe stworzonko,które było mniej więcej mojej wielkości.
Zapadła niezręczna cisza.
-Witaj.-Powiedziałam-Jestem Ro.
-Ja nie mam imienia.
-Mogę ci jakieś nadać?
-Tak. Od dzisiaj będę twoim towarzyszem,no chyba,że nie chcesz.
-Ależ chcę,jeśli będziesz w tej roli szczęśliwa....Melody. Może być?
-Piękne. Melody-Meldy. Podoba mi się.-Zaśmiała się,ja również.-... .-Zaczęła mi się przyglądać.
-O co chodzi?
-Dlaczego płakałaś?
-To...skomplikowane.
-Możesz mi zaufać. Potraktuj mnie jak studnię,do której wrzucasz swoje myśli,których nikt nie przeczyta. Tak robią przyjaciele.-Uśmiechnęła się życzliwie.
-No dobrze...-Opowiedziałam jej wszystko,nawet poza tą historię,gdyż mnie poprosiła.
-Łał. Szczerze cię rozumiem....wiesz.....-Nie dokończyła,gdyż wpadł na nią Niall i przycisnął ją do ziemi myśląc,że to wróg.
-Uciekaj! To niebezpieczny potwór!
-P-potwór?-Wydusiła Meldy.
-ZOSTAW JĄ!-Krzyknęłam zrzucając go z mojej przyjaciółki.-To Melody! Mój towarzysz i przyjaciółka! Nie wasz się jej skrzywdzić,a poza tym,nie jestem taka słaba,żeby trzeba mi było pomagać w walce! Wychowywałam się walcząc-Warknęłam.-Przestań ciągle mnie niańczyć tylko dla tego,że straciłam rodziców!-Zapadła cisza. Położone dotąd uszy postawiłam,a zęby schowałam. Stałam teraz spokojnie,ale w środku się gotowałam. Melody nie wiedziała co robić. Rozłożyłam skrzydła i odleciałam,a moja towarzyszka zaraz do mnie dołączyła. Widać jednak było,że coś ją gnębi.
-Co ci jest?-Warknęłam jeszcze wściekła.
-Cz...czy ja jestem p-potworem?-Widać miała uraz do tego słowa.
-Nie. Coś się stało?-Zapytałam już spokojniej.
-Kiedy byłam jeszcze w jajku....w...widziałam....jak potwory zabiły moją rodzinę....ciągle krzyczeli "Potwory,potworze,potwór!"....
-Potworem jest ten,który zabija....bez litości....potworem staje się ten,który zabił choć raz....oraz ci,którzy drogę tą kontynuowali....-Nie chciałam jej powiedzieć,że również jestem potworem... Nagle,usłyszałam krzyk Nialla.
<Niall?>
-Ro posłuchaj....-Zaczął.
-Będziemy latać w przestworzach,żyć bez zakazów i obowiązków. Nie chciałbyś tak?-Przerwałam mu.
-Nie. Mamy tutaj watahę i rodzinę. Pomyśl o innych! Jak oni będą się czuli.
-Oni nigdy nie myśleli jak ja się czuję...-Powiedziałam i skoczyłam ze skarpy na której siedzieliśmy. Rozwinęłam skrzydła i złapałam jajko,które o mało co nie spadło i poleciałam przed siebie. Podczas lotu ocierałam łzy,a kiedy wylądowałam,jajo zaczęło podskakiwać,a po chwili pękło. Wyszło z niego małe stworzonko,które było mniej więcej mojej wielkości.
Zapadła niezręczna cisza.
-Witaj.-Powiedziałam-Jestem Ro.
-Ja nie mam imienia.
-Mogę ci jakieś nadać?
-Tak. Od dzisiaj będę twoim towarzyszem,no chyba,że nie chcesz.
-Ależ chcę,jeśli będziesz w tej roli szczęśliwa....Melody. Może być?
-Piękne. Melody-Meldy. Podoba mi się.-Zaśmiała się,ja również.-... .-Zaczęła mi się przyglądać.
-O co chodzi?
-Dlaczego płakałaś?
-To...skomplikowane.
-Możesz mi zaufać. Potraktuj mnie jak studnię,do której wrzucasz swoje myśli,których nikt nie przeczyta. Tak robią przyjaciele.-Uśmiechnęła się życzliwie.
-No dobrze...-Opowiedziałam jej wszystko,nawet poza tą historię,gdyż mnie poprosiła.
-Łał. Szczerze cię rozumiem....wiesz.....-Nie dokończyła,gdyż wpadł na nią Niall i przycisnął ją do ziemi myśląc,że to wróg.
-Uciekaj! To niebezpieczny potwór!
-P-potwór?-Wydusiła Meldy.
-ZOSTAW JĄ!-Krzyknęłam zrzucając go z mojej przyjaciółki.-To Melody! Mój towarzysz i przyjaciółka! Nie wasz się jej skrzywdzić,a poza tym,nie jestem taka słaba,żeby trzeba mi było pomagać w walce! Wychowywałam się walcząc-Warknęłam.-Przestań ciągle mnie niańczyć tylko dla tego,że straciłam rodziców!-Zapadła cisza. Położone dotąd uszy postawiłam,a zęby schowałam. Stałam teraz spokojnie,ale w środku się gotowałam. Melody nie wiedziała co robić. Rozłożyłam skrzydła i odleciałam,a moja towarzyszka zaraz do mnie dołączyła. Widać jednak było,że coś ją gnębi.
-Co ci jest?-Warknęłam jeszcze wściekła.
-Cz...czy ja jestem p-potworem?-Widać miała uraz do tego słowa.
-Nie. Coś się stało?-Zapytałam już spokojniej.
-Kiedy byłam jeszcze w jajku....w...widziałam....jak potwory zabiły moją rodzinę....ciągle krzyczeli "Potwory,potworze,potwór!"....
-Potworem jest ten,który zabija....bez litości....potworem staje się ten,który zabił choć raz....oraz ci,którzy drogę tą kontynuowali....-Nie chciałam jej powiedzieć,że również jestem potworem... Nagle,usłyszałam krzyk Nialla.
<Niall?>
piątek, 2 maja 2014
Od Ninialla Do Ro i Flo oraz Picollo
Gdy Ro wszystko mi tłrumaczyła ni z owąt ni znikąt potpłyneła Flo z przerarzeniem patrząc na moje rany na glłowie za nią pojawił się Picollo Flo pomagając Ro opatrzać zadrapnia po upatkach zaczeła też mówić o zaginionym lądzie Ro przytakiwała a Picollo przewracał oczami był niedowiarkiem był realistą ale było widać , że ktoś musiał mu waści w oko bo co się patrzał w naszą strone zapatrywał się na dziewczyny Flo gdy on nie patrzał spoglądała na niego bałem się też o swój ogon gdyż Picollo mógł się zakochć w Ro i nieodzajemnić uczuć Flo to by mogło zrójnować watahe wkońcu Flo jest najstarsza i jest córkaą Alph bałeem się bardzo więc gdy wróciliśmy do domu postanowiłem pogadać z Ro na ten temet ale ona zaproponowała :
< Co zaproponowałaś Ro ?>
< Co zaproponowałaś Ro ?>
Od Ro CD Nialla
Kiedy otworzył oczy siedziałam przy nim. Poderwał się uderzając swoim czołem o moje.
-Ała! Nie zrywaj się tak! Zgłupiałeś?-Krzyczałam pocierając obolałe czoło.
-Co się stało? Czemu miałaś koronę? Gdzie ja jestem?
-J-jaką koronę? Ał! Chyba za mocno oberwałeś. Czekaj,może jak oddam,to ci się poprawi?-Zaczęłam go gonić po całej łące,na której byliśmy.
-Nienieneienineineienienieneinie! Nie potrzeba poprawiać!-Krzyczał wystraszony. Ze śmiechem skoczyłam na niego,a sekundę później we dwoje leżeliśmy na ziemi. Ja na jego plecach,a on na brzuchu.
-Mam cię!-Krzyknęłam ze śmiechem i puknęłam go leciutko w łeb.
-Ał!-Zażartował. Zaraz jednak spoważniał.-Więc o co chodzi z tą koroną?
-Nie było żadnej korony. Śniło ci się. Kiedy wszedłeś do jaskini,spadł ci na głowę kamień. Patrz! Jeszcze masz guza.
<Co dalej Niall?>
-Ała! Nie zrywaj się tak! Zgłupiałeś?-Krzyczałam pocierając obolałe czoło.
-Co się stało? Czemu miałaś koronę? Gdzie ja jestem?
-J-jaką koronę? Ał! Chyba za mocno oberwałeś. Czekaj,może jak oddam,to ci się poprawi?-Zaczęłam go gonić po całej łące,na której byliśmy.
-Nienieneienineineienienieneinie! Nie potrzeba poprawiać!-Krzyczał wystraszony. Ze śmiechem skoczyłam na niego,a sekundę później we dwoje leżeliśmy na ziemi. Ja na jego plecach,a on na brzuchu.
-Mam cię!-Krzyknęłam ze śmiechem i puknęłam go leciutko w łeb.
-Ał!-Zażartował. Zaraz jednak spoważniał.-Więc o co chodzi z tą koroną?
-Nie było żadnej korony. Śniło ci się. Kiedy wszedłeś do jaskini,spadł ci na głowę kamień. Patrz! Jeszcze masz guza.
<Co dalej Niall?>
Od Nialla Do Ro
Gdy dotarłem do miejsca gdzie prawdopodobnie była Ro widziałem ,że coś zabrała i znikneła nagle stado smoko podobnych stworznień żuciły się na mnie ... gdy sie ocknołem zobaczyłem Ro normalnie oddychającą w koronie i na wielkim fotelu a wokół niej dziwne stwory widziałem tylko jak mówią ale nie słyszałem żadnego słowa po kilku sekundach poczułem coś ostrego w łopactce upadłem nic nie widziałem i niesłysałem.
<Co zemną Ro ?>
<Co zemną Ro ?>
Od Ro CD Nialla
Nie mogłam się ruszyć. Nie ze strachu ani z wrażenia. Miałam coś w stylu wizji. Ale widziałam to miejsce,Nialla i wszystko,jednak widziałam też coś poza tym. Dopiero po chwili zorientowałam się co to było. To były zmarłe zwierzęta zachowujące się jak normalne,żywe stworzenia. Biegały,szalały,kąpały się,ale żaden nie był uśmiechnięty. Każdy miał białe oczy i ponure pyski. Poczułam dreszcze na plecach i gęsią skórkę. Każdy miał jakieś rany,połamane niektóre kości,albo urwane łby czy inne rany. Przyczyny ich śmierci. Ale dlaczego dopiero teraz to wszystko widzę? Może to zdarzenie przebudziło we mnie jakąś moc? Ale przecież to nie był dla mnie wstrząs. Nie bałam się go,ani nie przestraszyłam. Może to przez śmierć m..matki? Otrząsnęłam się z myśli i wskoczyłam do wody. Nie wiem dlaczego. Coś mi kazało to zrobić. Słyszałam w oddali jeszcze wołanie Nialla:
-Co ty robisz? Chcesz,żeby on wrócił?-"Plusk"-Płynę po ciebie!-Ale ja nie słuchałam i zanurkowałam. Rozwinęłam skrzydła i sobie pomagałam nimi. Wkrótce dotarłam do ukrytej wyspy. Była ona pod wodą,ale nie była w wodzie. Weszłam do jaskini przy plaży i otrzepałam się z wody. W środku zobaczyłam jajo. Smocze jajo. W oddali usłyszałam wołanie Nialla,więc schowałam je pod skrzydłami,a skrzydła "zniknęłam".
<Co dalej Niall?>
-Co ty robisz? Chcesz,żeby on wrócił?-"Plusk"-Płynę po ciebie!-Ale ja nie słuchałam i zanurkowałam. Rozwinęłam skrzydła i sobie pomagałam nimi. Wkrótce dotarłam do ukrytej wyspy. Była ona pod wodą,ale nie była w wodzie. Weszłam do jaskini przy plaży i otrzepałam się z wody. W środku zobaczyłam jajo. Smocze jajo. W oddali usłyszałam wołanie Nialla,więc schowałam je pod skrzydłami,a skrzydła "zniknęłam".
<Co dalej Niall?>
Od Nialla Do Ro
-Ro nic ci niejest zniknełaś tak nagle coś się stało źle się czujesz ?
- To poprostu tęsknota i tyle ..
- Jesili tak mówisz.- starałem podneść Ro ale po kilku prubach zerknełem że to nie ona się opiera ale jakieś zielsko a w wodzie bylo widac tylko straszne czerwone ślepia patrzące sięna Ro nagla e spod wody zaczoł wychodzić straszny zielono czrny obrosinienty wilk jego pysk był tak długi prawie jak jakiegoś aligatora zaczą się otwierac było widać tylko białe zęby które gdzie niegdzie miały zasuszone ślady krwi zerwałem się i poodcinałem swojimi zębami liny a może nawet plącza trzymające łapy Ro. Potwór chciał walczyć o Ro ugryzłem go w kark i wrzuciłem spowrotem do wody zmykał ile tchu miał w nogach gdy się odwruciłem Ro stneła wryta...
<jak tam wrażenia Ro >
- To poprostu tęsknota i tyle ..
- Jesili tak mówisz.- starałem podneść Ro ale po kilku prubach zerknełem że to nie ona się opiera ale jakieś zielsko a w wodzie bylo widac tylko straszne czerwone ślepia patrzące sięna Ro nagla e spod wody zaczoł wychodzić straszny zielono czrny obrosinienty wilk jego pysk był tak długi prawie jak jakiegoś aligatora zaczą się otwierac było widać tylko białe zęby które gdzie niegdzie miały zasuszone ślady krwi zerwałem się i poodcinałem swojimi zębami liny a może nawet plącza trzymające łapy Ro. Potwór chciał walczyć o Ro ugryzłem go w kark i wrzuciłem spowrotem do wody zmykał ile tchu miał w nogach gdy się odwruciłem Ro stneła wryta...
<jak tam wrażenia Ro >
Ten potwór
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















Coś czego używał łowca - człowiek

