-Ucieknijmy stąd!-Powiedziałam.-Będziemy żyć bez watahy. Będziemy wolni! Poznamy nowe miejsca i zamieszkamy w jakiejś nieziemskiej krainie.
-Ro posłuchaj....-Zaczął.
-Będziemy latać w przestworzach,żyć bez zakazów i obowiązków. Nie chciałbyś tak?-Przerwałam mu.
-Nie. Mamy tutaj watahę i rodzinę. Pomyśl o innych! Jak oni będą się czuli.
-Oni nigdy nie myśleli jak ja się czuję...-Powiedziałam i skoczyłam ze skarpy na której siedzieliśmy. Rozwinęłam skrzydła i złapałam jajko,które o mało co nie spadło i poleciałam przed siebie. Podczas lotu ocierałam łzy,a kiedy wylądowałam,jajo zaczęło podskakiwać,a po chwili pękło. Wyszło z niego małe stworzonko,które było mniej więcej mojej wielkości.
Zapadła niezręczna cisza.
-Witaj.-Powiedziałam-Jestem Ro.
-Ja nie mam imienia.
-Mogę ci jakieś nadać?
-Tak. Od dzisiaj będę twoim towarzyszem,no chyba,że nie chcesz.
-Ależ chcę,jeśli będziesz w tej roli szczęśliwa....Melody. Może być?
-Piękne. Melody-Meldy. Podoba mi się.-Zaśmiała się,ja również.-... .-Zaczęła mi się przyglądać.
-O co chodzi?
-Dlaczego płakałaś?
-To...skomplikowane.
-Możesz mi zaufać. Potraktuj mnie jak studnię,do której wrzucasz swoje myśli,których nikt nie przeczyta. Tak robią przyjaciele.-Uśmiechnęła się życzliwie.
-No dobrze...-Opowiedziałam jej wszystko,nawet poza tą historię,gdyż mnie poprosiła.
-Łał. Szczerze cię rozumiem....wiesz.....-Nie dokończyła,gdyż wpadł na nią Niall i przycisnął ją do ziemi myśląc,że to wróg.
-Uciekaj! To niebezpieczny potwór!
-P-potwór?-Wydusiła Meldy.
-ZOSTAW JĄ!-Krzyknęłam zrzucając go z mojej przyjaciółki.-To Melody! Mój towarzysz i przyjaciółka! Nie wasz się jej skrzywdzić,a poza tym,nie jestem taka słaba,żeby trzeba mi było pomagać w walce! Wychowywałam się walcząc-Warknęłam.-Przestań ciągle mnie niańczyć tylko dla tego,że straciłam rodziców!-Zapadła cisza. Położone dotąd uszy postawiłam,a zęby schowałam. Stałam teraz spokojnie,ale w środku się gotowałam. Melody nie wiedziała co robić. Rozłożyłam skrzydła i odleciałam,a moja towarzyszka zaraz do mnie dołączyła. Widać jednak było,że coś ją gnębi.
-Co ci jest?-Warknęłam jeszcze wściekła.
-Cz...czy ja jestem p-potworem?-Widać miała uraz do tego słowa.
-Nie. Coś się stało?-Zapytałam już spokojniej.
-Kiedy byłam jeszcze w jajku....w...widziałam....jak potwory zabiły moją rodzinę....ciągle krzyczeli "Potwory,potworze,potwór!"....
-Potworem jest ten,który zabija....bez litości....potworem staje się ten,który zabił choć raz....oraz ci,którzy drogę tą kontynuowali....-Nie chciałam jej powiedzieć,że również jestem potworem... Nagle,usłyszałam krzyk Nialla.
<Niall?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz