wtorek, 13 maja 2014

Od Ro CD Ayi

Nie wiedziałam co się dzieje. Wszędzie była gęsta mgła. W oddali usłyszałam krzyk Lesti. Zaczęłam nawoływać:
-LESTI! LADY! CHAM! AYA!-Nikt nie odpowiadał. Parę sekund potem,mgła opadła. Wokół mnie nikogo nie było. Wołałam i wołałam. Biegłam przez cały las. Nikogo nie było. Nagle,zorientowałam się,że wybiegłam daleko,bardzo daleko poza tereny watahy. Na pustkowie wiary. Jego nazwa słynęła z przeciwieństwa,które się tu dzieje. Tutaj nie można ufać nikomu. W oddali usłyszałam rozpaczliwe wołanie Lesty o pomoc. Pobiegłam w tamtą stronę. Stała tam Lesty i kuzynostwo.
-Co się stało? Co tu robicie?-Zapytałam.
-Poszliśmy tutaj,by ci coś pokazać...-Byli dziwni. Lesty mówiła dość głośno,a rodzinka była zamroczona.
-Nie jesteście moją rodziną.-Powiedziałam i wzbiłam się w powietrze. Nagle,w oddali zobaczyłam podejrzanego wilka.
Po chwili zwierz zniknął. Zleciałam na ziemię. Był to wielki kanion. Szukałam jakiegokolwiek znaku życia. Jaskini,dziury,czegokolwiek. Nim je znalazłam,minęła godzina. Wbiegłam do nory i usłyszałam przeraźliwy śmiech. Ciarki przeszły mnie po plecach. Ruszyłam na przód. Przeraziłam się tego,co zobaczyłam. Ku moim oczom ukazał się straszliwy widok. Lesty leżała na środku pokoju plecami do mnie. Rodzinka cioci siedziała osobno w klatkach,a sama ciocia była przywiązana do ściany za łapy. Wilk coś mówił,ale nie słyszałam tego zbyt dobrze. Po chwili znów się roześmiał i powiedział głośniej.
-Teraz patrz rodzinko jak szpecę waszego krewniaka. Co by tu najpierw? A,już wiem. Wyłamię jej zęby i wyrwę język.-Chwycił Lesti za pysk. Zaczęłam biec w jego stronę krzycząc,żeby ją zostawił. Puścił ją. Jej głowa upadła bezwładnie na ziemię. Skoczyłam na niego,ale zamiast wilka unosiła się ciemna mgła.
-Jeszcze się zobaczymy-Szepnął i zniknął. Podbiegłam do Lesti. Kolejny szok. Miała białe oczy. Była ślepa. Zakryłam łapami usta. Z oczu popłynęły mi łzy. Położyłam uszy i stałam tak chwilę w bezruchu. Po policzku spływał mi potok łez. Chwilę załamania przerwała mi ciotka z rodziną.
-W-wypuścisz nas?-Otarłam łzy i podbiegłam do klatek. Pootwierałam je i wzięłam siostrę
na plecy. Jej pysk zwisał tuż przy moich oczach i cały czas widziałam jej śnięte,zamglone oczy. Starałam się nie płakać,ale w końcu nie wytrzymałam. Doleciałam do jej jaskini i położyłam ją na jej łóżku obok chorych zwierzątek. Wszystkie czy chore,czy niepełnosprawne otoczyły ją i przytulały się. Niektórym nawet spływały malutkie łezki. Wiedziały co się stało. Znów otarłam swoje łzy i położyłam się przy siostrze. Goście nie wiedzieli co robić. Powiedzieli więc,że idą na spacer i tak też uczynili. Niedługo potem,Lesti się ruszyła. Otworzyła oczy i zapytała:
-G-gdzie ja jestem?
-W swojej jaskini.
-S-Strasznie tu ciemno...boję się...-Wyszukała łapą moją głowę i przytuliła mnie.-Dlaczego wokoło jest tak strasznie ciemno? Dzisiaj jest nów?-Łzy znów napłynęły mi do oczu.
-N-nie...jest dzień...
-Dlaczego jest tu tak ciemno?-Powtórzyła pytanie.
-B-bo...Lesti..posłuchaj...ty...t-twoje oczy...t...ty....-Przerwała mi
-Jestem ślepa?-Zapytała.
-T-tak.-Spuściła łeb i zamknęła oczy.
-Chciałabym płakać,ale nie mogę...-Przez resztę dnia leżałyśmy w ciszy. Chyba zasnęłyśmy,bo obudziłam się dopiero rankiem. Ciocia i jej rodzina jeszcze spali.
<Co dalej?>
Oliwia,tylko nie ma na razie wyprawy po lek na jej oczy ani jakiejś magii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz