-Dobranoc Death.-powiedziałam liżąc go po policzku.
-Dobranoc.
-Dobranoc szczeniaczki.-i Zasnęłam.
Następnego dnia kiedy się obudziłam,poszłam do lasu miłości. On już tam czekał. Siedzieliśmy tam do zachodu słońca. Kiedy już był,poczułam wielki skurcz w brzuchu. Upadłam. Na chwilę Death się wystraszył,później zrozumiał. Ja rodziłam...wyszło pięć młodych,lecz dalej dziwnie się czułam. Zaczęłam się dusić. Death nie wiedział co robić...
-To... szóste szcze-niąt-ko.-wydusiłam.
<Masz mało czasu co zrobisz Death?>
Oto te szczeniątka:





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz